instagram

Czy warto pracować w Macrobond

Warto było, ale cała sytuacja zmieniła się w 2017. Moim zdaniem nie warto, ponieważ firma zdominowana jest przez wąską grupę osób, które nigdy wcześniej nigdzie nie pracowały, nie sprawdziły się na żadnym innym stanowisku, doskonale zdają sobie sprawę że poza firmą niczego nie osiągnęły i nie osiągną.

Taka sytuacja wytwarza atmosferę pracy, w której wąska grupa osób, które siedzą w firmie 10, 15 lat trzyma firmę za gardło i nie mówię tutaj tylko o tej firmie, a nawet specyficznie jej nie wskazuję. Zawsze tam gdzie każdy kto siedzi jednej firmie długo za długo – zostaje na zawsze. Firmy które dały się zdominować przez osoby prowadzące walkę na śmierć i życie ze wszystkimi kto faktycznie miałby kontrolować ich przyszłość w firmie – dopuszczą się absolutnie każdego rodzaju świństwa, bo nie mają innego wyboru. Jeśli ktoś zawsze miał, będzie mieć – tylko tą pracę, do której jest przyspawany, będzie walczył o swoją pozycję na śmierć i życie z każdym, o wszystko.

Zawsze tam gdzie gdzie zdrajcy przeplatają się z kochankami, małżeństwa z intrygami, nie da się efektywnie pracować, nie zbuduje się prawdziwych relacji, nie stworzy niczego naprawdę ciekawego. Dlatego odradzam każde takie miejsce pracy, z przykrością wskazując takie przykłady, przyrównując do pracy w urzędach państwowych, bankach prywatnych.

Na podstawie opinii widocznych na GoWork: https://www.gowork.pl/opinie_czytaj,900703

Cała sytuacja zmieniła się w 2018. Nie wszyscy wiedzą, a nawet pamiętają, ale najbardziej lubiani i szanowani pracownicy w 2018 roku urządzili zarządowi strajk. Tak, developerzy zebrali się wbrew obowiązkom służbowym w sali konferencyjnej jeszcze na Piastów, w efekcie czego wyszli i postanowili postawić zarządowi swoje rządania podwyżek płac, gwarancji płac, a także zmiany lidera który im te podwyżki obiecał. (usunięte przez administratora) Co zrobił zarząd? Pod presją anonimowych maili, a także podpisanego pisma – zarząd zrobił krok wstecz, ale tylko po to aby rozpruć towarzyską śmietankę tak zwanych starych wyjadaczy, którzy przejęli firmę, aby dyktować swoje warunki. W efekcie smutnej walki wytoczonej całemu zespołowi, zarząd, a w szczególności pewien (usunięte przez administratora) zaczął wprowadzać normy efektywności, cele produktywności, benchmarki i tym podobne rozwiązania, które rozwaliły atmosferę, rzuciły zespoły do wewnętrznej walki o przetrwanie. Nie udało się co prawda wyeliminować próchna, które na drodze osobistych związków, małżeństw i innych romansów próbowało zarządowi dyktować warunki, ale udało się w żenującym akcie porażki kariery wycofać Kam tam skąd się wziął i gdzie skończy. Praktyka “listów do zarządu” funkcjonuje do dzisiaj, dzięki czemu zarząd naprawdę wie co się dzieje, ale złość zarządu nie minęła i nie minie nigdy, nawet jeśli w końcu firma pozbędzie się tych, którzy rozpoczęli uprzejme donosy i nadal donoszą. Firma nigdy nie poradzi sobie z dinozaurami, ponieważ nikt bez nich nie będzie funkcjonował, a także nikt nie zamierza wywoływać ponownej walki. Wierzcie mi jednak, bo ja byłem w Szwecji, rozmawiałem z zarządem – wszystkie rzeczy które od kilku lat się dzieją w firmie mają na celu poniżyć strajkujących, upokorzyć pracowników, którym na pewnym etapie już wydawało się że mogą więcej niż mogą.