Jedną z najgłupszych rzeczy, jaką kiedykolwiek zaimplementowano w programie edytor tekstu (Word), to otwieranie dokumentów w edytorze żeby dodatkowo potwierdzać że otworzyłeś w edytorze, żeby edytować dokument poprzez naciśnięcie przycisku Edytuj…
Ludzie przyzwyczają się do wszystkiego, ale jakby na chwilę się nad tym zastanowić to geniusz, który wymyślił tą funkcjonalność powinien zawisnąć na tablicy wstydu producenta tego programu. Niestety dla innych producentów, którzy nie wpadliby na ten “genialny” pomysł jest już za późno. Karty edytorów tekstu zostały rozdane jednemu graczowi, który na końcu zaprzeczył aby jego edytor otwierał dokumenty do edycji – robiąc w ten sposób ze wszystkich użytkowników pośmiewisko.
Ja wiem że oczywiście w takich przypadkach odezwą się głosy: programiści są ważniejsi (i mądrzejsi) od użytkowników, a to jest ich demonstracja wyższości, mająca również implikacje dla bezpieczeństwa użytkowników, którzy nie chcą uruchamiać przypadkowych makr, albo wprowadzać przypadkowych poprawek. Nie, użytkownicy są ważniejsi i skoro kupili edytor i otwierają tym edytorem dokument, to chcą go edytować. Microsoft kiedyś oferował program “Word Viewer” dla wszystkich którzy mieli inne potrzeby. Skoro użytkownik jednak wybrał otwierać dokument za pomocą edytora (a nie przeglądarki) dokumentów, to żaden programista nie powinien tego wyboru podważać.
Użytkownicy którzy zostali na wersji sprzed dekady, mogą czuć się dziadersami, ale jednocześnie póki mogą korzystać z niepopsutych wersji, po prostu pracują o tyle szybciej od pozostałych.