Zbigniew Ziobro, który zapowiadał, jeszcze w 2015 roku, że jego władza przywróci niezależność sądów. Dzisiaj (Gość wydarzeń, Polsat News, 2025-11-14) ten sam Zbigniew Ziobro śmieje się Panu redaktorowi do kamery pełną gębą, kiedy ten redaktor pyta kiedy Pan Zbigniew wróci do Polski tak, żeby o jego winie zadecydował niezawisły sąd.
Pan Zbyszek przerywa redaktorowi w momencie gdy ten mówi “niezawisły sąd” i podaje taki przykład: “jeśli jest mecz piłkarski i jedna drużyna wie, że sędzia jest wyznaczony przez przeciwną drużynę, to czy to jest sprawiedliwy mecz?” Zbigniew pyta wprost: “jaki niezawisły, skoro to sąd wyznaczony dzisiaj przez obecnego ministra sprawiedliwości?!”.
Na antenie Polsatu dzisiaj Zbigniew odpowiada redaktorowi na pytanie tak: “jak to wzięli się za mnie?”, skoro przecież na antenie mówi, że przecież nie wzięli się, jeśli on może sobie krytykować premiera do woli (z Węgier) oraz nie udało się jemu (nie udało?) odebrać immunitetu, a tym bardziej aresztować.
Zbyszek mówi, że obecny, a ustawiony ówcześnie przez niego system, dzisiaj “nie gwarantuje jemu uczciwego procesu”, a komentując stawiennictwo przed systemem jego kolegi Obajtka, który wychodząc z czynności powiedział: “Przynajmniej nie stchórzyłem” – Zbyszek kwituje: “… łatwiej być herosem kiedy nie grozi jemu dwa i pół roku aresztu”. Zbyszek dodał jednak, że mimo tego nadal uważa, że wszyscy są równi wobec prawa, tylko jego prawo zastało tam gdzie prawo nie sięga, a do kraju wróci jak zostaną spełnione jego warunki, z powodu nie spełnienia których obecny premier “znowu okazał się nieudacznikiem”.
Kilka obserwacji do tej komedii. Panie Ziobro to tłumaczy nam, że przez lata obiecywał zbudować nowy system sądownictwa. Teraz tłumaczy, że zbudował system sądownictwa, który nazywa obecnie stronniczym i orzekający nieuczciwie. Jest taki moment, który trzeba zauważyć: Zbyszek odruchowo śmieje do kamery kiedy redaktor wypowiada słowa “niezawisły sąd” – w odniesieniu do sądów które budowaliście, w ten sposób konkretnie, że orzekający zgodnie z linią oskarżyciela i ministerstwa?
Problem o którym mówi Zbyszek, jest jednak na rzeczy. To nie jest problem sądu tego lub innego ministra, wynikający z tego że ten lub inny minister przejął sądownictwo, albo ministerstwo, które za czasów rządu prawa i sprawiedliwości zostało zaprojektowane tak aby (każdy) minister faktycznie sprawował nadzór nad wyborem sędziów. Żaden minister nie musi jednak przejmować kontroli nad samym orzekaniem sądów, bo ta kontrola została przekazana nawet wcześniej niż poprzedni ustrój zwany przewrotnie ustrojem “prawa i sprawiedliwości”.
Problem zaczął się znacznie wcześniej, choć mi osobiście trudno ten moment umiejscowić w czasie. Od tego czasu jednak sądy orzekają po stronie ministra, nie tylko ministra sprawiedliwości – każdego ministra – z góry zakładając przewagę racji po stronie państwa nad obywatelem. Od dawna adwokaci powtarzają że “sędzia to przyboczny prokuratora”. Sędziowie w niektórych sprawach nawet nie czytają, a nawet nie słuchają argumenty obrony, choć przeciętnemu obywatelowi w ogóle trudno to sobie wyobrazić. Wiem o tym, bo znam konkretne orzeczenia, w których sąd powoływał się na konkretną stronę i punkt umowy, mimo że umowy nie było w aktach sprawy.
Zbyszek wie o tym doskonale, że sędziowie są spolegliwi wobec władzy, bo tak napisano prawo, aby każdego można było skazać za gwałt, nawet jeśli nie było go w kraju i każdemu wymierzyć jego indywidualny podatek, nawet jeśli wypełnił zeznanie tak jak kolega w tej samej pracy, na tym samym stanowisku i z tym samym wynagrodzeniem. Prawo nie zakłada żadnych reguł bez wyjątków, a do każdego wyjątku nakłada osobny zestaw reguł, które posiadają swoje wyjątki, itd. Znam orzeczenia, w których sąd skazał za przestępstwo, które można popełnić tylko osobiście, mimo że sąd w pisemnym uzasadnieniu przyznał w uzasadnieniu że oskarżonego nie było na miejscu popełnienia przestępstwa.
Znam orzeczenia w których ludzie wykonując tą samą umowę o pracę, na tym samym stanowisku, w tej samej firmie wypełniali zeznania podatkowe za ten sam okres w ten sam sposób, a biorąc pod uwagę że nikt nie korzystał z ulg z uwagi na zdrowie, wiek czy rodzinę, to w każdym przypadku sąd uzasadnił inną stawkę podatku powołując się na zupełnie inne przepisy. Znane są niedawne orzeczenia sądu, który skazywał za kanibalizm osoby, które zaprzeczały, a prokuratura nie dysponowała ani danymi kim są ofiary, ani nawet śladami po ich ciałach.
Te wszystkie przypadki nie mieszczą się w standardach, na które się zapisaliśmy. Fakt że wszystkie te orzeczenia mają bardzo bogate uzasadnienia, powołujące różne przepisy, które można zastosować, a pomijając przepisy które można pominąć, prowadzi do jednoznacznej konkluzji, że w Polsce nie ma żadnego prawa, które polegałoby na regułach, które ktokolwiek mógłby przewidzieć. W tej sytuacji poprawnym jest założyć, że znacznie łatwiej orzekać po stronie ministra, prokuratora, albo urzędnika bo wystarczy jedynie podtrzymywać jego stanowisko w każdej sprawie, następnie utrzymać orzeczenie sądu.
Zbyszek doskonale wie że w momencie kiedy społeczeństwo odsunęło go od władzy, stanął po tej stronie, która niemal zawsze przegrywa i wszystkie jego argumenty są po części uzasadnione, ale niepotrzebnie Zbyszek angażuje w to osobę czy wolę ministra. Sądy doskonale znają wolę każdego ministra, w każdym ministerstwie, bo ta wyrażona jest stanowiskiem danego urzędnika lub prokuratora w danym postępowaniu. Sędziowie którzy błędnie pojmują swoją służbę, wiedzą z tego powodu jak orzekać, bo wiedzą że służą państwu.
Zbyszek ma rację, że racja zależy wyłącznie od tego czy siedzi się w fotelu ministra czy na ławie oskarżonych.