Mam nieodparte wrażenie że prawdziwe kłopoty w relacjach nie następują wtedy kiedy ktoś chce komuś coś pokazać, ale kiedy ktoś już nie chce zupełnie niczego.
Nic tak nie doprowadza innych do szewskiej pasji, jak moment w którym ja chcę pokazać że nie chcę nikomu niczego pokazać, bo w ogóle mnie nie interesuje przebieg wydarzeń.
Moment, w którym nie chcę szczerej komunikacji jest momentem w którym nie chcę żadnej szczerości, a szczerze najpewniej żadnej komunikacji.
Stan zmęczenia i dopuszczenia to jednak zbyt często również komunikat, który potrafi innych wyprowadzić z równowagi. Obojętność umniejsza roli osób, które oczekują kontroli nad nad sytuacją, albo kontroli nad innymi.
Obojętność odbierana jest jako postawienie się ponad to, co się dzieje mylona jest ze stawianiem się mnie obok tego, co się dzieje lub w ogóle poza zdolnością i chęcią pojmowania sytuacji w szczególe, którego oczekiwałoby otoczenie.