Rządy autorytarne nie nadchodzą dlatego, że ludzie ich oczekują, ale dlatego, że tracą zdolność do odróżniania faktów od pragnień. Często traktujemy wolność słowa i niezależność mediów jako oczywistość lub po prostu jeden z wielu elementów demokracji. Jednak patrząc na to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, musimy zrozumieć, że w Europie Wschodniej wolne media to nie luksus – to podstawowy system wczesnego ostrzegania i szczepionka przeciwko totalitaryzmowi.
Analizując artykuł Marcina Łuniewskiego (“Czy Rosjanie poniosą odpowiedzialność za zbrodnie wojenne – Rzeczpospolita) na temat odpowiedzialności Rosjan za wojnę, wyłania się przerażający obraz społeczeństwa, któremu odebrano dostęp do prawdy. Osobiście, podobnie jak autor artykułu uważam że to właśnie brak wolnych mediów stał się fundamentem, na którym Putin zbudował machinę wojenną.
Monopol na „prawdę” hoduje nienawiść
Gdy znikają niezależni dziennikarze, władza zyskuje monopol na kreowanie rzeczywistości. W artykule przytoczono słowa Lubow Sobol, rosyjskiej opozycjonistki, która komentując sankcje i izolację Rosjan, zauważyła: „Najwyraźniej celem sankcji jest zapewnienie, że Rosjanie wiedzą o Zachodzie tylko to, co widzą w telewizji Putina.”. Wolne media są oknem na świat. Gdy zostaje ono zamurowane, społeczeństwo widzi tylko to, co władza chce pokazać – w tym przypadku obraz, w którym „cały świat jest przeciwko nim”. W państwach Europy Wschodniej, narażonych na dezinformację, pluralizm medialny jest jedynym sposobem na rozbrojenie takiej propagandy.
Brak kontroli rodzi „wyuczoną obojętność”
Media pełnią funkcję kontrolną. Gdy ich zabraknie, aparat państwowy zaczyna działać w próżni moralnej, a urzędnicy i obywatele popadają w konformizm. Artykuł przywołuje raport Carnegie Endowment for International Peace, który opisuje zjawisko „wyuczonej obojętności” – Rosjanie wolą nie wiedzieć lub udawać, że nie wiedzą. Typowo wolne media zmuszają do odpowiedzialności: nie pozwalają urzędnikom i obywatelom ukryć się za „niewiedzą” lub strachem, naświetlając nadużycia na każdym szczeblu władzy.
Co więcej, bez mediów patrzących władzy na ręce, system represji napędza się sam, ze strachu urzędników przed posądzeniem o bierność. Jak czytamy w tekście: „Twierdzenie, że wszystkie represje w Rosji to sprawka Kremla jest bardzo wygodnym wytłumaczeniem dla milionów urzędników, sędziów, policjantów i przedstawicieli służb.”
3. Odróżnianie faktów od pragnień
Timothy Snyder, cytowany w artykule, stawia diagnozę, która jest kluczowa dla zrozumienia roli mediów „Rządy autorytarne nie nadchodzą dlatego, że ludzie ich oczekują, ale dlatego, że tracą zdolność do odróżniania faktów od pragnień.”
Propaganda karmi pragnienia (np. o wielkim imperium), zabijając fakty (o zbrodniach wojennych). W artykule widzimy drastyczne przykłady tego oderwania od rzeczywistości, jak chociażby żołnierza, którego matka pyta, czy oszalał chcąc walczyć po stronie Kijowa, bo „skąd weźmie ona teraz pieniądze”.
Rzetelne dziennikarstwo, oparte na faktach, a nie emocjach, pozwala społeczeństwu zachować kontakt z rzeczywistością. Bez tego kompas moralny całego narodu ulega rozmagnesowaniu. Rzetelne dziennikarstwo wymaga jednak wolności mediów w ogóle, nie tylko mediów opartych o fakty.
Media jako narzędzie przyszłego rozliczenia (Katharsis)
Artykuł porusza trudny temat odpowiedzialności zbiorowej i winy, przywołując koncepcje Karla Jaspersa o winie kryminalnej, politycznej, moralnej i metafizycznej. Aby naród mógł przejść katharsis i zrozumieć swoje błędy, musi najpierw poznać prawdę o swoich czynach. Leonid Szwiec zauważa pesymistycznie „Droga do publicznej pokuty w Niemczech zajęła dwie lub trzy dekady […]. Można sobie tylko wyobrazić jak trudne będzie to zadanie dla Rosjan, którzy żyją pod Putinem już ćwierć wieku.”
Wolne media są niezbędne nie tylko „tu i teraz”, ale także dla przyszłości. To one dokumentują zbrodnie i nie pozwalają o nich zapomnieć, co jest warunkiem koniecznym do jakiegokolwiek przyszłego pojednania czy rozliczenia win.
Media jako narzędzie przyszłego rozliczenia
Przykład Rosji pokazuje nam dobitnie: społeczeństwo pozbawione wolnych mediów staje się zakładnikiem własnego rządu, tracąc zdolność do buntu, a nawet do moralnej oceny rzeczywistości. W Europie Wschodniej, gdzie historia wciąż jest żywa, a geopolityka niestabilna, walka o niezależność dziennikarską to walka o naszą wolność. Nie pozwólmy, by „wyuczona obojętność” stała się i naszą cechą.
Analizując tragedię rosyjskiego społeczeństwa opisaną w artykule, łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że „wolne media” to tylko wielkie stacje telewizyjne i gazety. Jednak przykład Rosji pokazuje, że autorytaryzm wygrywa wtedy, gdy dławi głos pojedynczego człowieka.
Wolność mediów jako całości w danym kraju jest nierozerwalnie spięta z wolnością prowadzenia bloga, strony internetowej czy wpisu na portalu społecznościowym. Oto dlaczego ten „oddolny” ekosystem jest kluczowy, w oparciu o mechanizmy opisane w tekście:
Rozproszona prawda jest trudniejsza do zniszczenia
Centralnie sterowany aparat represji łatwo radzi sobie z dużymi organizacjami – można im cofnąć koncesję, przejąć właścicielsko lub zastraszyć redaktorów. Dużo trudniej jest uciszyć miliony pojedynczych głosów, chyba że wprowadzi się totalny terror. W artykule czytamy o mechanizmie „wertykalnego systemu władzy”, gdzie każdy urzędnik musi wykazać się gorliwością: „Jeśli widzisz naruszenie prawa i nic nie zrobisz, to jesteś winny […]. (W dzisiejszej Rosji) Jedynym sposobem, by chronić swoją karierę […] jest działać, czyli aresztować, skazywać”.
Gdy państwo zaczyna kontrolować prywatne wpisy i blogi, każdy policjant staje się cenzorem. Wolność tworzenia prywatnych stron jest barierą, która uniemożliwia państwu domknięcie tego systemu. Bez niej, jak w przypadku aresztowanej Darii Łoginowej (zatrzymanej za śpiewanie piosenek), nawet najmniejsza, oddolna ekspresja staje się zbrodnią przeciwko państwu.
Przełamanie „atomizacji” społeczeństwa
Tekst “Czy Rosjanie poniosą odpowiedzialność za zbrodnie wojenne” wspomina o dramatycznej diagnozie rosyjskiego społeczeństwa: jest ono „zatomizowane”, a ludzie uciekają w „wyuczoną obojętność”.
Wolność w mediach społecznościowych pełni funkcję społecznego dowodu słuszności. Jeśli mogę przeczytać na blogu sąsiada lub we wpisie znajomego, że on również nie popiera wojny, przestaję czuć się osamotniony. Przestaję się bać. W Rosji, gdzie za „jeden wpis w internecie” grozi więzienie, ludzie zostali pozbawieni lustra, w którym mogliby zobaczyć prawdziwe nastroje społeczne. W efekcie każdy myśli, że jest jedynym sprzeciwiającym się, co paraliżuje chęć działania. Wolność mediów społecznościowych to szczepionka na społeczną bierność.
Alternatywa dla „TV Putina”
Lubow Sobol w artykule “Czy Rosjanie poniosą odpowiedzialność za zbrodnie wojenne” zauważa „Najwyraźniej celem sankcji jest zapewnienie, że Rosjanie wiedzą o Zachodzie tylko to, co widzą w telewizji Putina”.
Gdy duże media zostają przejęte przez propagandę (co jest celem każdego reżimu), to właśnie prywatne blogi, kanały na YouTube czy profile w social mediach stają się jedynym kanałem dystrybucji prawdy. W ekosystemie medialnym działają one jak „drugi obieg”.
Jeśli prawo w danym kraju pozwala na karanie za opinie w internecie (jak drakońskie kary za „rozpowszechnianie fałszywych informacji o armii” wspomniane w tekście), władza zyskuje monopol na narrację. Wolność tworzenia małych, prywatnych mediów jest gwarancją, że nawet po upadku gigantów, prawda znajdzie drogę do odbiorcy.
Ochrona przed autocenzurą i „wewnętrzną emigracją”
Hannah Arendt, przywoływana w tekście “Czy Rosjanie poniosą odpowiedzialność za zbrodnie wojenne”, pisała o „winie politycznej” obywateli, którzy sprzeciw wyrażają tylko w myślach. Prof. Siergiej Jerofiejew dodaje, że Rosjanie „uciekli w strategię zaprzeczania”. Wolność wypowiedzi w sferze prywatnej (blogi, social media) zapobiega temu procesowi.
Wolność, która pozwala na bieżąco wentylować emocje społeczne i wyrażać sprzeciw. Gdy zamyka się usta blogerom i komentującym, spycha się społeczeństwo do podziemia mentalnego. To właśnie brak tej wolności sprawił, że – jak zauważa tekst – „po czterech latach wojny na froncie nie pojawił się nawet tysiąc Rosjan gotowych ryzykować życie, by walczyć z reżimem”.
Wolność mediów to nie monolit – to sieć. Jeśli pozwolimy na cenzurowanie blogów, ściganie za wpisy w social mediach czy zamykanie niezależnych stron internetowych, niszczymy fundamenty, na których stoi cała reszta. Rosja pokazuje, że cenzura nie zaczyna się od zamknięcia wielkiej gazety, ale od aresztowania zwykłego człowieka za wpis w internecie. Wtedy reszta społeczeństwa milknie ze strachu, a „wielkie media” stają się już tylko tubą propagandową.