Bez kategorii

Ludzie oczekują władzy która uderzy we władzę

· 11 minut czytania

Donald Trump zdobył swoją pozycję dlatego, że w ocenie wyborców nie ma nic bardziej demokratycznego niż władza, która uderza we instytucje państwa: podważa instytucje, które dawno temu utraciły zaufanie wyborców, jeśli amerykańscy wyborcy w ogóle wierzyli kiedykolwiek w instytucje.

Amerykanie są podobni do Polaków, choć z całkowicie innych powodów: są gotowi protestować przeciwko każdej instytucji państwa, bo widzą mocno “my” i “oni” – Polaków władza zwykle okradała, a Amerykanom odbierała wolność. W wielu innych krajach i wielu społeczeństwach istnieją podobne zależności i mechanizmy, ale nie przyglądałem się sytuacji w innych krajach tak bardzo, bo zwyczajnie mnie ta sytuacja do tej pory nie ciekawiła. Zakładam jednak, że w rozwiniętych krajach: ani w Polsce, ani na Węgrzech, ani w Ameryce, nie stało się nic specjalnego co nie mogło wydarzyć się lub co nie wydarzy się w wielu innych krajach w najbliższym czasie.

Na podstawie znanych mi historii sądzę, że w odróżnieniu od Polaków (na przykład), Amerykanie wierzą w wolność (np. wolność słowa), a także we własną potęgę (np. gospodarczą), a nie martyrologię swojego narodu. Wszyscy w wielu krajach, w tym Ameryce i Polsce, przeoczyliśmy jednak wspólnie moment, kiedy wyborcy przestali wierzyć w tradycyjne media. Przeoczyliśmy, bo nie stało się nic takiego aby ludzie przestali wierzyć w tradycyjne media. Wydarzył się jednak postęp technologiczny, który każdemu wyborcy dosłownie dał media społecznościowe do ręki. Media, które spersonalizowane są pod nasze upodobania, bo w ten sposób działają algorytmy mediów społecznościowych – maksymalizują czas, jaki spędzamy z tymi mediami – preferując media społecznościowe nad mediami tradycyjnymi.

Trump zrozumiał ten moment zmiany lepiej od innych polityków, ale w wielu krajach zrozumiały to również inne partie – mniej czy bardziej radykalne, albo radykalnie przeciwstawiające się obecnemu porządkowi. Trump na swoich teoriach spisku (okradania kraju) płynie równie sprawnie, co w Polsce wygrywa partia spisku (smoleńskiego), podobnie jak Orban przepisując spisek milionerów (np. George’a Sorosa) w mediach i edukacji. Podobnie jak w naszym przypadku, zwolennicy Trumpa są w stanie wytłumaczyć z każdego kryzysu (każdej afery). Dzieje się tak, ponieważ jako pierwszy amerykański prezydent dostrzegł pewną zmianę w społeczeństwie, a konkretnie zauważył media społecznościowe i szansę podważania zastanego porządku, którego tradycyjne media nie odważyły się nigdy podważać tak radykalnie (bo nie miały w tym żadnego interesu). Oskarżenie Trumpa o cokolwiek spotyka się z odparciem ataku wyświechtanym stwierdzeniem: iż jest to wymysł tradycyjnych mediów (tzw. fake news) i tyle wystarczy żeby zdyskredytować każdy zarzut tych mediów pod adresem jego każdej głupoty.

Ludzie w Polsce również nie wierzą w swoje państwo, ani w naszą gospodarkę, a tym bardziej nie wierzą w wolne media (ale wierzą w mit własnej martyrologii). W tradycyjne media nie wierzą nawet ludzie młodzi, bo nic co promują tradycyjne media nie rozwiązało fundamentalnych problemów części przedstawicieli ostatnich pokoleń. Również w naszym społeczeństwie ogromnej części wydaje się że “coś poszło nie tak”, bo pomimo własnej pracy, własnej edukacji, własnej inwencji – ludzie w Polsce, Ameryce (i wielu innych krajach) uważają że żyje się im przeciętnie gorzej niż żyło się kilkadziesiąt (czterdzieści według badań) lat temu. Na nowoczesne leczenie, ładny samochód, duży telewizor i wszystkie znane gadżety naprawdę trzeba pracować dzisiaj więcej niż kiedyś. Na pewno trzeba pracować więcej, żeby mieć wszystko o czym ludzie marzą, a kiedyś marzyli o mniejszej liczbie rzeczy i mniej musieli się wokół nich nabiegać jak je już mieli. Mimo, że musimy coraz więcej nabiegać się między półkami żeby wybrać właściwe mleko, to ludzie widzą dzisiaj więcej tego co mają inni, a to powoduje że dzisiaj lista marzeń staje się coraz dłuższa.

Dlatego dla ludzi prawdziwym uosobieniem demokracji jest ten, kto zapowiada radykalną zmianę, wskazując jakąś spiskową teorię, wedle której winni są jacyś spiskowcy, np. Rosjanie, Chińczycy czy Meksykanie, albo po prostu wszyscy obcy, względnie elity: politycy i dziennikarze, albo sędziowie, lekarze, naukowcy, biznesmeni. Dla tej części społeczeństwa istotą demokracji jest uderzenie w establishment, np. sądownictwo, bo w przekonaniu przeciętnego Polaka nie ma nic bardziej demokratycznego niż zrównanie wszystkich do swojego poziomu poprzez podważenie jego statusu, np. polityków, sędziów, lekarzy, naukowców, biznesmenów. Wyborcy prawicy Kaczyńskiego czy prawicy Trumpa oczekują wręcz że ich kandydat (kimkolwiek by dzisiaj lub jutro był) uderzy w ugruntowany porządek, państwowe instytucje, przewróci taki lub inny porządek,  jakiś okrągły stół. To nie tylko wyraz rebelii, ale szczerego rozczarowania. Rozczarowania rozpadającym się światem,  który można obiecać naprawiać “wstając z kolan” albo “czyniąc Amerykę znowu wielką” – najczęściej żeby wrócić do dawnego porządku, dawnego szczęścia, jakiejś koncepcji dawnej sprawiedliwości.

Ludzie w wielu krajach uważają, że świat idzie w złym kierunku i wiedzą, że lepszego nie wymyślono. Nie wymyślono w głowach ludzi mądrych, ale w głowach populistów wymyśla się co chwile coś lepszego. W opinii wielu dzisiejszy świat wymaga zbyt dużo i zbyt szybko się zmienia. Demokratyczny wybór szaleńców – wskazujących palcem na innych jako winnych tego, że ludzie dzisiaj są mniej szczęśliwi niż kiedyś – to pewnego rodzaju gest rozpaczy w prawie wszystkich przypadkach. Każdego z przywódców obiecujących przewrót spotyka jakaś ogromna liczba wyborców, która popiera ten przewrót tym bardziej im bardziej ogłaszają oni odbudowę “kraju w ruinie”, powrotu do dawnej świetności (nawet wydumanej). Nie ważne kim są politycy,  na których ta część społeczeństwa zagłosuje. Nie ważne w ogóle, jaki mają program, jaką mają przeszłość i jakie będą konsekwencje ich rządów. Dla zbyt wielu wyborców ważne, że politycy zapowiadający przewrót każdym sposobem – obiecują zawracać kraj z tradycyjnego kierunku (np. w stronę globalizacji, w stronę Unii Europejskiej) – byle nie szło to wszystko w tą stronę w którą zaszliśmy dzisiaj. Tacy politycy tym bardziej cieszyć się będą poparciem, im bardziej rozsądni przeciwnicy staną w rozsądnej opozycji do szaleństwa. Opozycja do szaleństwa zawsze zostanie wyborcom objaśniona przez populistów, jako sprzeciw wielkim planom wielkiej zmiany kierunku lub wielkiej odbudowy tego lub owego, co było, a nie ma.

Wraz z postępem technologicznym i gospodarczym ludzie (w tzw. krajach “zachodnich”) wydają się coraz mniej szczęśliwi, co wynika nie tylko z incydentalnych artykułów, ale z bardzo wielu badań publikowanych niemal rokrocznie i sięgających nawet czterdziestu lat wstecz. Ludzie w obszarach wysoko rozwiniętych, w których notuje się spadek szczęścia od tak dawna oczekują zmiany. Teraz czas w końcu zrozumieć jak w tej sytuacji kluczową rolę w kierowaniu i objaśniania społeczeństwu narracji polityków, kierunków świata, odgrywały wolne media. Trzeba zrozumieć, że tradycyjne media prezentują tradycyjnie rozsądną debatę społeczną, zawsze reprezentują jakąś opinię czy opcję, ale jednak weryfikujące autorytety i weryfikujące fakty z różnych stron, ale niezależnie od tego trzymają się jakiegoś pomysłu na kreowanie opinii publicznej co do kierunku rozwoju społecznego i ekonomicznego, np. według prawicowych, np. według lewicowych ideałów, albo jakiś innych – wyważonych między powyższymi. Historycznie tradycyjne media podają fakty, których w mediach społecznościowych nikt nie ma ani jak, ani komu weryfikować. Historycznie przecież przeciętny redaktor przeciętnej tradycyjnej ogólnokrajowej gazety nigdy nie mógł mieć swojej narracji, w szczególności nie mógł być szalony, albo głupi, bo żeby dostać się do tradycyjnej gazety lub telewizji, trzeba było być bardziej profesjonalnym od kolegi obok, i to każdego dnia. W przypadku mediów społecznościowych natomiast każdy może pracować sam. Każdy pijak i narkoman jest w stanie ogłaszać światu swoją wizję, a algorytm zdecyduje ile razy taki materiał pokazać i komu – biorąc pod uwagę skalkulowane szanse zwiększenia oglądalności.

Media społecznościowe są całkowicie zautomatyzowane i zoptymalizowane na pokazywanie każdej głupoty, a nawet serii głupot na ten sam temat każdemu, kto zgodzi się siedzieć i oglądać je seryjnie przez kilka minut z rzędu, albo kilka godzin. Można spędzić dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata oglądając jeden materiał o katastrofie smoleńskiej za drugim – każdy prezentujący swoją spiskową teorię na swój własny sposób. Przeciętny człowiek już po kilku godzinach takiej indoktrynacji ma szansę kliknąć w reklamę, które media społecznościowe pokażą w trakcie takiej sesji materiałów setki razy. Taki wyborca ma jednak również szansę przy okazji uwierzyć, że w katastrofie smoleńskiej faktycznie wszyscy spiskowali przeciwko wszystkim, a przede wszystkim dowie się, że nie można nikomu ufać. W takim przypadku wystarczy dowolny Antoni lub Donald, który wystarczy że powie: “nie można nikomu ufać, bo wszyscy kłamią”, czyli to czego żaden wyborca w żadnej telewizji nie słyszał w ciągu poprzedzających dekad, bo żadna niepoważna stacja nie nadawała takiego komunikatu po tym jak wydała setki milionów na uruchomienie poważnej stacji i zatrudnienie poważnych redaktorów. Coraz więcej osób od dekad nie korzysta w ogóle z mediów tradycyjnych, nie wspominając o czytaniu gazet lub książek. Trend odwrotu od tradycyjnych źródeł informacji pogłębia się rokrocznie, a los wielu tradycyjnych mediów był przesądzony dekady temu.

Wszyscy nie doceniliśmy roli różnych mediów w ogóle, jako kluczowych aktorów w procesie kształtowania opinii wyborców. Nie doceniliśmy ani mediów tradycyjnych, jak i elektronicznych, a na pewno nie społecznościowych. Nie doceniliśmy roli mediów w procesie kształtowania poglądów społecznych, w procesie tworzenia demokracji i postaw wobec populistów chociażby. Docenili to jednak populiści, którzy w pierwszej kolejności zajęli się albo przyjmowaniem tradycyjnych mediów, a jeszcze wcześniej ich poważaniem. To tradycyjne media były w każdym przypadku, w każdej kampanii w Polsce, Ameryce i Węgrzech pierwszym celem największego ataku. To wolne media były również przedmiotem eliminacji w krajach takich jak Rosja. W Rosji tradycyjne media wyeliminowano zwyczajnie, a krajach w których nie da się tradycyjnych mediow po prostu kupić albo wyłączyć, to te tradycyjne media były skutecznie podwazane w mediach społecznościowych. Ojcowie amerykańskiej Konstytucji zakładali że stabilny system da się zbudować na równowadze trzech władz. Szybko zrozumieli jednak że tak się nie da i w konsekwencji wprowadzili pierwszą poprawkę do konstytucji.

Nikt wówczas jednak nie przewidział co będzie jeśli czwarta władza będzie całkowicie opanowana przez chaos wynikający z działania jakiegoś algorytmu który będzie sterował poglądami większości społeczeństwa – efektywnie dające każdemu gazetę z personalizowaną pod każdego odbiorcę z osobna. Kiedyś dojdziemy do tego że demokracja potrzebuje opierać się na czterech władzach, w tym jednej nieformalnej. Dojdziemy w końcu do tego, że oferując każdemu wyborcy indywidualny przekaz medialny de facto podważamy istnienie mediów jako składnika niezbędnej równowagi. Nie można każdego z nas pozamykać w bańkach przekazów medialnych wygenerowanych algorytmem, którego celem jest utrzymanie naszej uwagi w obrębie naszych dotychczasowych przekonań. Nie można przekonywać ludzi że mają dostęp do bieżących informacji, jeśli wiadomo z góry że to nie jest prawda. Tradycyjne media oferują ludziom bieżące informacje niezależnie od tego czy te informacje są im potrzebne oraz czy są zgodne z tym co chcieliby czytać.

Oddanie algorytmowi możliwości decydowania o tym, co ludzie powinni czytać – zgodnie z preferencją tego algorytmu w pewnym sensie nie różni się od oddania takiej decyzyjności autokracie (np. orbanowi albo putinowi). Jeżeli ten świat ma nie popaść w zupełnie szaleństwo, to wyborcy powinni wrócić do mediów, które przede wszystkim wystawiają każdego odbiorcę na różnego rodzaju treści, które mogą nawet rzucać wyzwanie dotychczasowym poglądom odbiorców. W przeciwnym razie na naszych oczach będzie rozgrywało się szaleństwo oraz rozpad demokracji, jaką znamy do tej pory. Jednego pomarańczowego idiotę będzie zastępował jakiś inny brunatny idiota, albo na odwrót. Społeczeństwo żądne radykalnych zmian będzie miotane od ściany do ściany – za każdym razem płacąc ogromną cenę za każdy eksperyment, mimo że liczba eksperymentów, które się nie będą miały szansy się udać będzie tylko coraz szybciej rosnąć. Nie wierzę, że da się przywrócić zaufanie do polityków, ale powinniśmy przywrócić zaufanie do mediów, nawet jeśli nie można założyć że samo przywrócenie zaufania spowoduje powrót zainteresowania informacją.

Jakby się zastanowić to istotą pierwszej poprawki nie mogła być wolność słowa jako taka, ale realne umożliwienie każdemu dostępu do informacji, które być może nawet nikomu się nie podobały, albo nawet takich, których nikt sobie nie życzył znać. Ta wolność została zapewniona w pierwszej poprawce w pewnym ustrojowym kontekście. Innymi słowy, w pierwszej poprawce raczej nie chodziło o zapewnienie samej wolności słowa dla jego dowolności samej w sobie, ale zapewnienie pewnego pluralizmu w informacji jaka dociera do obywatela i wyborcy. Pluralizmu, którego na pewno dzisiaj brakuje każdemu algorytmowi niemal każdej sieci społecznościowej, jaka dzisiaj obecnie jest popularna. Realizując wyłącznie literę prawa do wolności słowa zaprzeczyliśmy jednocześnie niejako funkcji celu, jaki został wyznaczony i jaki miał być realizowany poprzez wolność słowa. Nie ma tutaj jednak żadnej złej woli, ani działania złej siły, a jedynie brak zrozumienia tego po co nam ta wolność słowa w ogóle była w pierwszej kolejności. To nie algorytmy mediów społecznościowych są zatem tutaj winne, ale tylko brak edukacji własnej co do tego, co chcieliśmy za pomocą mediów takich lub innych w ogóle uzyskać.

Musimy odejść wyłącznie od funkcji rozrywkowej mediów i powrócić niejako również do zapewnienia oraz korzystania z ich funkcji informacyjnej. Tylko czy da się ludzi przekonać do informacji, jeśli oczekują jedynie rozrywki? Nie znam odpowiedzi na to pytanie bo nie ma żadnej finansowej zachęty, która zmuszałaby ludzi do interesowania się sprawami (a nie teoriami), jeśli za decyzje społeczeństwa na razie odpowiada skarb państwa posługujący się długiem, który można przerzucać przez pokolenia.