Bez kategorii

Po dobrej stronie historii

· 2 minuty czytania

Niektórzy potrafią nawet wykazać to, jak bardzo opłacało się im być po tej lub tamtej stronie. Jedni widzieli zamach, inni katastrofę. To dobrze lub niedobrze, zależnie od tego kto to oceniał.

Rozumowanie wygodne głównie tu i teraz daje poczucie kontroli, pozwala zbudować usprawiedliwienie, bywa użyteczne w autopromocji. Natomiast historia ma już bardziej jednoznaczny sposób oceny bardzo wielu koniunkturalnych postaw i zachowań. To, co w krótkim oknie czasu wyglądało jak spryt, adaptacja lub realizm, z perspektywy dekad może zostać zapisane jako oportunizm, tchórzostwo albo współudział. Ważne jednak żeby być “po dobrej stronie historii”, chociażby po to żeby nie musieć się później wstydzić.

Nie ma sensu udawać, że koniunkturalność zawsze wyrasta ze złej woli. Ludzie działają w warunkach ograniczeń: ekonomicznych, społecznych, instytucjonalnych i psychologicznych. W momentach kryzysu lub rozchwiania systemów wartości wiele decyzji ma charakter obronny. Człowiek chce chronić rodzinę, pracę, bezpieczeństwo. Trudno moralizować z wygodnego fotela, gdy ktoś realnie ryzykuje wykluczeniem, represjami lub utratą przyszłości.

W życiu nie można cały czas myśleć, co się opłaca, a co się nie opłaca. Po pierwsze dlatego, że opłacalność jest miarą zdradliwą: w różnych momentach czasu może się opłacać to, co później bardzo się nie opłaca. Zyski i straty nie rozkładają się symetrycznie. „Wygrana” osiągnięta dzięki niejasnym kompromisom, cynicznym deklaracjom lub milczeniu wobec krzywdy często zamienia się w koszt refutacyjny, którego w obliczu historii nie da się już spłacić.

„Dobra strona historii” nie jest memem. Łatwo z tej frazy zrobić slogan do okładania przeciwników. Tymczasem sens jest bardziej praktyczny niż ideologiczny. „Być po dobrej stronie historii” można rozumieć nie jako deklarację partyjną czy środowiskową, lecz jako minimalny standard odpowiedzialności moralnej. To jest wybór tego, co da się obronić nie tylko dziś, lecz także wtedy, gdy emocje opadną, a świadkowie opiszą fakty w chłodniejszym świetle.

„Dobra strona historii” to jest właśnie miejsce, w którym etyka przestaje być abstrakcją. Zasady są potrzebne nie tylko po to, by „być dobrym człowiekiem”, lecz także po to, by nie zdegradować własnego życia do serii taktycznych uników. Osoba, która całe lata ćwiczy wygodne przestawianie się z jednej narracji na drugą, płaci za to spójnością tożsamości. A spójność to nie metafizyka. To podstawowy warunek psychicznego komfortu, zdolności do długofalowej współpracy i poczucia sensu.