Bareizmy

Decyzje

· 2 minuty czytania

Wszystkie kończące decyzje które podjęli w moim życiu inni wydają się często niezrozumiałe, a nawet krzywdzące. Dzisiaj usłyszałem nawet dwukrotnie przepraszam za decyzje które dzisiaj zapadły. Decyzje jednak zapadają inaczej. Nawet jeżeli nie ja je podejmuję to zapadają wówczas gdy ja stracę siłę i ochotę żeby je zatrzymać. Nawet jeśli wiem że przyjdzie czas kiedy wszyscy będziemy żałować naszych decyzji, to w jakimś pokręconym sensie zapadały one wspólnie. Po prostu ktoś podjął ją wcześniej, a ja nie zrobiłem nic żeby taką decyzję zatrzymać.

Ludzie w różny sposób zatrzymują to, co nieuniknione. Czasami znoszą pewnego rodzaju upokorzenia, a czasami godzą się na pewne rzeczy, na które normalnie nie powinni się godzić. Czasami to jest to, że ktoś kogoś okłamuje, a ktoś inny przymyka na to oko, udając, że się nic nie stało. Czasami ktoś kimś gardzi w jakiś mniej lub bardziej szukany sposób, i na to również można przymykać oko. Chciałbym myśleć też, że czasami ktoś się na coś godzi, ponieważ czegoś po prostu nie widzi.

Są jednak tacy ludzie, którzy to widzą i wiedzą zawsze, co to oznacza i do czego to musi doprowadzić. Mimo to, mogą przyjąć tę sytuację i podjąć świadomy wybór, żeby ją zignorować. Jest jednak i ten moment, w którym mówisz sobie: „Dobra, dość". Po prostu przestanę to ignorować. Człowiek który mówi "dość" po prostu się obraża albo wychodzi. Przynajmniej ja to obserwowałem. Kto inny zacznie się czegoś domagać albo chcieć coś wyjaśniać.

Zawsze bardzo trudno powiedzieć, na ile to jest kwestia pewnej nadwrażliwości, a na ile zwyczajnie brak dalszego oporu oznacza wspólne podjęcie decyzji. Można uczestniczyć w jej skutkach, można ostatecznie pozwolić jej się wydarzyć, ale to nadal nie znaczy, że odpowiada się za nią w takim samym stopniu jak osoba, która ją podjęła. Szczególnie gdy rezygnacja wynika z wyczerpania, wielokrotnego odrzucenia, nierównowagi sił albo świadomości, że dalsza walka wymagałaby rezygnacji z własnej godności.

Ludzie potrafią zachowywać relację, pracę, rodzinę czy jakikolwiek układ, tolerując rzeczy, których w normalnych warunkach nie powinni tolerować. Problem polega na tym, że wtedy często nie ratują już samej relacji. Ratują jedynie jej formalne trwanie — kosztem prawdy, szacunku do siebie albo poczucia bezpieczeństwa. Jeżeli coś naprawdę jest nieuniknione, można to tylko odroczyć.

Jeżeli natomiast można temu zapobiec, ale wymagałoby to dialogu, zmiany zachowania albo wzajemnego wysiłku, nie jest jeszcze nieuniknione. Bardzo łatwo pomylić te dwa stany, szczególnie kiedy tylko jedna osoba podejmuje wysiłek. Można również pomylić się również w ten sposób, aby się podejmować ten wysiłek na przekór wszystkiemu i nawet wbrew samemu sobie, a nawet wbrew woli drugiej osoby.

Tekst ma również bardzo interesującą sprzeczność emocjonalną: z jednej strony pojawia się przekonanie, że inni podjęli krzywdzące decyzje, z drugiej - potrzeba odzyskania sprawczości poprzez uznanie własnego udziału. To może być psychicznie użyteczne, bo pozwala przestać widzieć siebie wyłącznie jako osobę, której coś zrobiono. Ja byłem zawsze przekonany żeby jednak uważać, aby odzyskiwanie sprawczości nie zamieniło się w obwinianie siebie za to, że nie walczyło się dłużej.