Inżynieria

Inżynieria w konsultingu

· 5 minut czytania

Minusy pracy w konsultingu. Ile kosztuje ciągła gotowość do kolejnego projektu?

Nie mogę powiedzieć, że nikomu nie polecam pracy w konsultingu. Nie mogę też powiedzieć, że polecam ją wszystkim. Po doświadczeniach z kilku firm konsultingowych uważam, że jest to praca dla dość wąskiej grupy osób: takich, które dobrze znoszą ciągłe napięcie, intensywną rywalizację i częste zmiany oczekiwań.

Najbardziej przeszkadza mi to, że wiele obciążeń traktuje się w tej branży jako oczywistość. Długie godziny, trudne terminy, przeskakiwanie między projektami czy odpowiedzialność niewspółmierna do rzeczywistej roli stają się częścią zawodowej codzienności. Z czasem można przestać zauważać, ile to wszystko kosztuje.

Piszę z perspektywy własnych doświadczeń. Nie znam każdej firmy konsultingowej, ale w kilku miejscach widziałem na tyle podobne zjawiska, że trudno mi uznać je za pojedyncze przypadki.

Ciągłe przełączanie się między projektami

Jednym z największych obciążeń jest konieczność częstego zmieniania kontekstu pracy. Każdy projekt oznacza inne oczekiwania, inną rolę i inny etap realizacji. Konsultant musi wielokrotnie wchodzić w odmienny sposób myślenia, czasem kilka razy w ciągu jednego tygodnia.

To wymaga znacznie więcej niż sprawnego zarządzania kalendarzem. Za każdym przełączeniem stoi wysiłek potrzebny do odnalezienia się w kolejnej sytuacji. Trzeba zrozumieć, czego się od nas oczekuje i na jakim etapie znajduje się praca, a następnie zacząć działać w tym układzie.

Przy kilku równoległych projektach ten wysiłek staje się stałym obciążeniem psychicznym. Szczególnie wtedy, gdy oczekiwania wobec konsultanta są większe niż jego aktualna wiedza o projekcie albo doświadczenie w danej roli.

Kompetencje zapisane w ofercie a rzeczywiste doświadczenie

Z mojej perspektywy jednym z poważniejszych problemów jest sposób przedstawiania kompetencji pracowników. Zdarza się, że profil konsultanta zostaje dopasowany do potrzeb projektu tak daleko, że przestaje rzetelnie opisywać jego doświadczenie.

Nie chodzi wyłącznie o korzystne przedstawienie tego, co ktoś rzeczywiście potrafi. Mam na myśli sytuacje, w których przypisuje się człowiekowi kompetencje, których nie ma, albo doświadczenie znacznie szersze od faktycznego.

Później to właśnie ten człowiek musi wystąpić w obiecanej klientowi roli. Rozbieżność między ofertą a rzeczywistością staje się jego codziennym problemem.

Taki układ wywołuje ogromny stres. Trudno pracować spokojnie, gdy ma się świadomość, że oczekiwania zostały zbudowane na przesadzonym opisie własnych umiejętności. Trudno również zachować poczucie uczciwości, jeśli trzeba podtrzymywać obraz eksperta, który powstał przede wszystkim na potrzeby sprzedaży.

Poczucie bycia oszustem może mieć konkretne przyczyny

W takich warunkach poczucie bycia „imposterem” staje się zrozumiałe. Jeżeli ktoś zostaje przedstawiony jako specjalista od zagadnienia, w którym dopiero zdobywa doświadczenie, ma podstawy, by czuć się niepewnie.

Dlatego nie każdą taką sytuację tłumaczyłbym brakiem wiary we własne możliwości. Czasem źródłem napięcia jest rzeczywista różnica między tym, co konsultant potrafi, a tym, co firma o nim obiecała.

To szczególnie frustrujące dla osób, którym zależy na rzetelnej pracy. Chcą wykonać zadanie dobrze, ale jednocześnie muszą odnaleźć się w roli, która została opisana ponad ich rzeczywiste kompetencje. Z mojego doświadczenia takie sytuacje nadają pracy w konsultingu posmak nieuczciwości, z którym trudno się pogodzić.

Rywalizacja o projekty, awanse i klientów

Kolejnym minusem jest konkurencja wewnątrz firmy. W miejscach, w których pracowałem, była ona bardzo wyraźna. Konsultanci zabiegali najpierw o projekty, a później o awanse i korzystniejsze miejsce w firmowej hierarchii.

Na pewnym etapie widziałem też układ, w którym osoby mające dostęp do najważniejszych, dochodowych klientów umacniały swoją pozycję, a pozostałe możliwości rozdzielano między konkurujących ze sobą pracowników.

W takim środowisku łatwo skupić się przede wszystkim na własnym interesie. Projekt staje się jednocześnie pracą do wykonania i sposobem na poprawienie swojej pozycji. Współpracy towarzyszy więc stałe zabieganie o to, co przypadnie komu i kto odniesie z tego największą korzyść.

Nie każdy chce funkcjonować w takim układzie. Można być dobrym fachowcem i pracowitym człowiekiem, a jednocześnie nie mieć ochoty na ciągłą walkę o kolejną szansę.

Długie godziny jako obowiązująca norma

W kilku firmach konsultingowych spotkałem się z podobnym przekonaniem: tutaj pracuje się dużo, długo i intensywnie, a terminy nie pozostawiają miejsca na dyskusję.

Najtrudniejsze było dla mnie to, że taki sposób pracy traktowano jako normę. Obciążenie nie wyglądało na przejściowy problem jednego projektu. Było częścią przyjętego modelu działania.

Gdy wszyscy wokół funkcjonują w ten sposób, trudno podważyć jego sens. Liczba godzin i intensywność pracy zaczynają wydawać się czymś, co po prostu trzeba zaakceptować, jeżeli chce się zostać w branży.

Z mojej perspektywy jest to jeden z najważniejszych minusów konsultingu. Szczególnie że o rzeczywistym koszcie takiej pracy często mówi się mniej niż o projektach i możliwościach awansu.

Przyzwyczajenie do przeciążenia

Zauważyłem również, że osoby pracujące w konsultingu potrafią przez długi czas nie kwestionować tych warunków. Część z nich trafiła do branży na takim etapie kariery, że nie miała wystarczającego porównania z innymi miejscami pracy.

Jeśli przez lata funkcjonuje się w jednym modelu, łatwo uznać go za naturalny. Ciągły pośpiech, presja i długie godziny przestają być czymś, co wymaga wyjaśnienia. Tak wygląda praca i już.

Problem staje się widoczny dopiero wtedy, gdy człowiek dochodzi do granicy wytrzymałości. W moim otoczeniu zdarzało się, że dopiero silne wypalenie skłaniało ludzi do zakwestionowania warunków, które wcześniej akceptowali.

Szkoda mi szczególnie dobrych, doświadczonych fachowców, którzy mogliby skupić się na swojej pracy w spokojniejszym otoczeniu. Ich zaradność, pracowitość i odporność na stres są przecież przydatne również poza konsultingiem. Nie muszą oznaczać gotowości do nieustannego przeciążenia.

Odpowiedzialność niewspółmierna do roli i wynagrodzenia

Najbardziej osobiście dotknęły mnie sytuacje, w których proponowano mi większą odpowiedzialność pod pozorem awansu.

Rozmowa zaczynała się od zapowiedzi roli koordynatora, który ma spinać określone tematy. Później okazywało się, że faktyczny zakres stanowiska przypomina raczej pracę pomocnika koordynatora. Wynagrodzenie również odpowiadało tej skromniejszej roli.

Oczekiwania dotyczące odpowiedzialności pozostawały jednak takie, jak wobec koordynatora. Nadal miałem odpowiadać za to, „że to dobrze działać będzie”.

Takie propozycje odbierałem jako układ: 100% odpowiedzialności, 75% płacy. Te proporcje oddają moje poczucie nierównowagi, a nie dokładne wyliczenie wynagrodzenia. Chodziło o oczekiwanie pełnej odpowiedzialności bez odpowiadającej jej pozycji i zapłaty.

Nie mogłem się na to zgodzić. Co więcej, czułem się takimi ofertami obrażony. Przeszkadzała mi zarówno ich treść, jak i sposób przedstawiania czegoś, co uważałem za próbę wykorzystania mnie, jako kolejnego etapu rozwoju zawodowego.

Cena odmowy

Odmowa podobnej propozycji również miała swoją cenę. W moim doświadczeniu działała zasada: albo idziesz do przodu na proponowanych warunkach, albo twoja pozycja zaczyna słabnąć.

Kiedy nie przyjmowałem oferty przedstawianej jako awans, musiałem liczyć się z końcem dalszej kariery w danej firmie, a czasem z końcem współpracy.

To stawia pracownika w trudnej sytuacji. Musi zdecydować, czy zaakceptować warunki, które uważa za niesprawiedliwe, czy pogodzić się z konsekwencjami odmowy. Sama możliwość powiedzenia „nie” niewiele daje, jeżeli oznacza zamknięcie drogi do dalszej pracy w tym miejscu.

Dla mnie właśnie tutaj przebiegała granica. Nie chciałem przyjmować pełnej odpowiedzialności tylko dlatego, że firma nazwała ofertę awansem.

Praca wymagająca szczególnej odporności

Konsulting wymaga, moim zdaniem, określonej konstrukcji psychicznej. Trzeba znosić częste zmiany kontekstu, presję terminów, rywalizację oraz sytuacje, w których oczekiwania rozmijają się z rzeczywistą rolą.

Nie każdy będzie w tym dobrze funkcjonował. Nie uważam, żeby świadczyło to o braku ambicji czy kompetencji. Dobry specjalista może po prostu chcieć wykonywać swoją pracę bez ciągłego napięcia i zabiegania o własną pozycję.

Dlatego pracy w konsultingu nie poleciłbym każdemu. Są osoby, którym odpowiada taka intensywność i które dobrze odnajdują się w konkurencyjnym środowisku. Dla innych koszty mogą okazać się zbyt wysokie.

Mnie najbardziej przeszkadzało połączenie przeciążenia, rozbieżności między deklaracjami a rzeczywistością oraz prób przenoszenia odpowiedzialności na pracownika bez odpowiedniej zapłaty. W pewnym momencie uznałem, że nie chcę dalej godzić się na takie warunki. Nawet jeśli odmowa oznaczała koniec współpracy.