A teraz historia alternatywna, co by było, gdyby Polska w roku 1990 postawiła na solidarność społeczną, państwo dobrobytu i pracowniczą partycypację na wzór skandynawski, z alternatywnym hasztagiem na końcu. -- * --- Jest rok 1990. PKB w USD wg. siły nabywczej (PPP) kształtuje się następująco: Polska: 6185 Czechy (jeszcze jako część Czechosłowacji): 12848 Litwa (jeszcze jako część ZSRR): 9030 Szwecja: 20357 Dania: 18225 Finlandia: 18149 To dane rzeczywiste, ale tutaj zaczyna się historia alternatywna. Dwóch ambitnych ekonomistów młodego pokolenia rywalizuje o przejęcie sterów gospodarczych i realizacje transformacji według własnego modelu. Po długich debatach, Komitet Obywatelski, głównie za sprawą Jacka Kuronia oraz Ryszarda Bugaja, powierza gospodarcze stery kraju Grzegorzowi Kołodce. Leszek Balcerowicz odchodzi - jego plan, wspierany przez tzw. szkołę chicagowską, przegrywa. Nowy wicepremier i minister finansów wygłasza expose w Sejmie gdzie wskazuje, że Polska ma tradycje socjalistyczne i wskazuje skandynawski wzór państwa socjalnego jako punkt odniesienia dla Polski. Nie udaje się niestety ocalić PGR-ów - ale dotacje pozwalają ocalić dużo przemysłu, m.in. górnictwo w Wałbrzychu, przemysł tekstylny w Łodzi, cukrownie, cementownie oraz fabryki w mniejszych ośrodkach, jak Grudziądz lub Dzierżoniów. Zatrzymana zostaje prywatyzacja - zamiast niej wdrażany jest model akcjonariatu pracowniczego oraz silnych organizacji związkowych w modelu gandawskim (obowiązkowa przynależność, układy zbiorowe, regulacja dostępu do niektórych branż i zawodów oraz stawek). Polska wpada w recesję, ale utrzymuje niskie bezrobocie. Powstają programy wsparcia, ochrona przed bezrobociem, sieć bibliotek oraz klubów seniora, utrzymane zostają połączenia kolejowe nawet do najmniejszych miejscowości. Świat pracy ogłasza zwycięstwo - w czasie, gdy w sąsiednich krajach trwa dzika prywatyzacja oraz bankrutują całe branże, np. stalowa albo motoryzacyjna i szaleje bezrobocie, Polska jest solidarna, samorządna i związkowa; chroni miejsca pracy oraz ich prawa socjalne. Skandynawskie partie socjalistyczne zapraszają Ryszarda Bugaja na swój zjazd i witają go owacją na stojąco. Jest rok 1995. PKB PSN kształtuje się następująco: Polska skandynawska: 7122 (rzeczywista: 7715) Czechy (już samodzielne): 13957 Litwa (już niepodległa): 6023 Szwecja: 23084 Dania: 22677 Finlandia: 19568 Podnoszą się jednak słowa krytyki - liberalni ekonomiści wskazują, że dotacje i osłony pochłaniają coraz większą część budżetu, zaś złotówka słabnie. Coraz wyraźniej widocznym problemem jest korupcja oraz oligarchie - okazuje się, że "model skandynawski" nie polega jedynie na hojnym państwie socjalnym, ale także na wysokim zatrudnieniu, silnych instytucjach i sprawnym państwie. Polska skandynawska dopiero buduje te rzeczy. Ryszard Bugaj i Grzegorz Kołodko uważają, że trzeba przez to przejść. "Mamy skandynawski model, mamy skandynawski wzrost" - i faktycznie, polska gospodarka rośnie średnio po ok. 1-2% rocznie, jak Skandynawia, podczas gdy sąsiedzi (Czechy, Litwa) rosną po 4-5%. "Wzrost nie jest celem samym w sobie" - mówi prezydentka Jolanta Kwaśniewska, wybrana po dwóch kadencjach męża, podczas orędzia w Sejmie. Niestety budżet państwa trzeszczy w szwach: dotacje do nierentownych branż, transportu i osłony socjalne pochłaniają znaczną część wydatków, a polskie fabryki niestety nie produkują niczego, co dałoby się sprzedać na krajowym rynku. Producenci elektroniki, tekstyliów, żywności oraz nawozów żądają ceł; polski rząd ugina się przed nimi, więc Polska nie wchodzi do Unii Europejskiej w pierwszej grupie w roku 2004, a dopiero cztery lata później. Jest rok 2005. PKB PSN w USD kształtuje się następująco: Polska skandynawska: 10955 (rzeczywista: 13936) Czechy: 22115 Litwa: 13951 Szwecja: 34198 Dania: 34238 Finlandia: 32048 Polacy zaczynają pytać, dlaczego nie weszliśmy do UE jak sąsiedzi, dlaczego nasz dystans do Czech się nie zmniejsza i dlaczego Litwa nas przeskoczyła. Rząd socjalistów w 2007 roku zostaje wreszcie odsunięty od władzy, a premierem zostaje Donald Tusk, historyk z Gdańska, członek grupy liberalnych ekonomistów. Na krótko. Po trzech latach trudnych reform, po wdrożeniu programu oszczędnościowego, zniknięciu ceł, cięciach socjalnych, bankructwach oraz bezrobociu, na fali niezadowolenia wracają socjaliści. Ich pierwsze decyzje to likwidacja prywatnej służby zdrowia oraz prywatnego szkolnictwa, które rozkwitło pod rządami liberałów. "Nie możemy tolerować, aby ktoś mógł być zdrowszy albo mieć lepiej wykształcone dzieci tylko dlatego, że jest bogatszy" - grzmi z trybuny Andrzej Lepper, przywódca silnego związku zawodowego rolników. Mamy rok 2015. PKB PSN w USD kształtuje się następująco: Polska skandynawska: 15254 (rzeczywista: 26988) Czechy: 34093 Litwa: 26949 Szwecja: 48763 Dania: 48897 Finlandia: 42258 Dystans wobec państw Europy Zachodniej nie maleje; pojawia się natomiast coraz wyraźniejszy dystans wobec sąsiadów, którzy przyjęli inny model rozwoju niż my i postawili na liberalny kapitalizm Już nie tylko Niemcy, Czesi i Słowacy, ale także Bałtowie oraz Rumuni, przyjeżdżają do Polski na tanie zakupy oraz zabawę bez ograniczeń. "Tak bardzo przyjęliśmy model skandynawski, że na terenie całego kraju wdrożyliśmy skansen" - mówi gorzko Leszek Balcerowicz, którzy w międzyczasie został doradcą na Zakaukaziu i transformuje gospodarki gruzińską, armeńską i azerską w duchu liberalnym, uzyskując tam status ekonomicznego celebryty. Słowa te odbijają się szerokim echem nie tylko w europejskiej, ale i międzynarodowej prasie. O Polsce coraz częściej mówi się jako "chorym człowieku Europy" i otwarcie stawia pytania, czy warto było ją przyjmować do UE. Niemniej, alternatywna, socjalna Polska w roku 2020 ma wreszcie cechy skandynawskiego państwa socjalnego. Progresywny podatek, duży udział własności państwowej w gospodarce, wysokie uzwiązkowienie, partycypacja w zarządzaniu, silne instytucje i coraz niższa korupcja. Nie ma tylko dobrobytu - w końcu gospodarka w modelu skandynawskim rośnie o tyle, ile państwa skandynawskie, a to oznacza, że nie nadrabia. W alternatywnym roku 2020 PKB PSN w USD kształtuje się następująco: Polska skandynawska: 18902 (rzeczywista: 37089) Czechy: 44839 Litwa: 41263 Szwecja: 57396 Dania: 62682 Finlandia: 53297 Polacy, korzystając z otwartych granic, masowo emigrują, nie tylko do Europy Zachodniej, ale także do Czech, na Węgry, do Chorwacji, Rumunii oraz na Litwę. Do wyjazdów zachęcają wyższe pensje oraz lepsza infrastruktura. "Polska skandynawska", z niskim wzrostem, nie jest w stanie absorbować funduszy unijnych - uzwiązkowione branże potrafiły sparaliżować te przetargi, które wygrywały firmy inne niż polskie, a samorządy nie były w stanie zapewnić wkładu własnego do inwestycji. Ta alternatywna Polska więc sieć autostrad i kolei ma nadal wyłącznie na papierze. Wszystko zmienia się w roku 2022, po inwazji Rosji na Ukrainę. Polska musi zacząć się zbroić. A ponieważ ta alternatywna, socjalna, skandynawska Polska ma o połowę mniejsze PKB, to na obronność wydaje nie 5% PKB, tylko 10%. A ponieważ w międzyczasie zmieniła się struktura demograficzna owej alternatywnej Polski ("za chlebem" wyjechało nie 2, a 5 mln ludzi, głównie młodych i nie przyjechali imigranci), finansować zbrojeń nie bardzo jest z czego. Polska nie jest w stanie pomóc Ukrainie i choć ta nadal walczy, mimo utraty Kijowa i całej lewobrzeżnej części kraju, to wiadomo kto będzie następy. NATO wysyła sygnały, że art. 5 nie działa bezwarunkowo, że "kraj musi bronić się sam, a potem można mu pomóc". Putin wysuwa roszczenia terytorialne wobec Łotwy, Estonii oraz żąda eksterytorialnego korytarza do Obwodu Królewieckiego. Polska odrzuca te żądania; na wieść o tym Niemcy, Czechy oraz Słowacja przywracają skrupulatne kontrole graniczne na granicy z Polską; owocem są długie kolejki. Zaczynają także wznosić sieć umocnień na wschodniej (Niemcy) oraz północnej (Czesi i Słowacy) granicy, nazywaną "Tarczą Wschód". Jest alternatywny rok 2025. PKB PSN w USD wygląda tak: Polska skandynawska: 24163 (rzeczywista 54262) Czechy: 60487 Litwa: 56838 Szwecja: 72529 Dania: 83218 Finlandia: 65884 Ryszard Bugaj oraz Grzegorz Kołodko, już emeryci, udzielają wywiadu w duńskich gazetach, chwaląc polski model skandynawski, tj. osłony socjalne, państwowe fabryki, sieć kolei oraz silne związki zawodowe. Ale dziennikarz nie daje się zbyć, pyta o wzrost gospodarczy, niestabilny kurs walutowy, inflację, oligarchiczną gospodarkę, a na koniec stawia najważniejsze pytanie: jak Polska zamierza się obronić, skoro jej dywizje istnieją główne na papierze? W Bundestagu kanclerz informuje o pracach nad niemiecko-rosyjskim paktem o nieagresji i współpracy gospodarczej. Polskie Ministerstwo Kultury organizuje Tydzień Chiński, zaś rząd podpisuje umowę o szczególnej ochronie chińskich inwestycji, oznaczający de facto wyłączenie ich pracowników spod działania polskiego prawa pracy, zaś dla firm przywileje podatkowe oraz immunitet prawny. Anonimowy przedstawiciel MSZ mówi, że "lepiej być kolonią gospodarczą Chin niż republiką związkową Federacji Rosyjskiej". W internecie natomiast trwa przedziwna moda na Polskę. Tiktokerzy nie tylko z Europy Zachodniej, ale także z Rumunii, Chorwacji, Estonii oraz Gruzji i Armenii, szybko rozwijających się, przylatują tanimi liniami i pokazują młodym pokoleniom Polskę, która jest alternatywną wersją ich krajów. Wąskie, dziurawe drogi; fabryki pamiętające początek XX wieku; linie kolejowe w każdej mniejszej miejscowości, ale z wagonami sprzed 60 lat; przydrożne bary serwujące proste potrawy; płatności głównie gotówkowe; brak pokrycia łącznością bezprzewodową poza największymi metropoliami; rodziny żyjące wyłącznie z pieniędzy przysyłanej przez imigrantów. Wiraluje hasztag #skansenpoland; Polscy komentatorzy mówią, że to wszystko nie jest najważniejsze, że solidarność społeczna, osłony socjalne, utrzymanie miejsc pracy, prawdziwe bezpłatne szkolnictwo i służba zdrowia oraz układy zbiorowe w branżach.
Tak właśnie wyglądałaby alternatywna "Polska skandynawska", za którą tęskni tak wielu moich znajomych oraz wielu, zupełnie, wydawałoby się, poważnych publicystów. Tworząc dane i wykresy posłużyłem się prostym modelem: wziąłem rzeczywiste PKB trzech państw skandynawskich UE (Dania, Szwecja, Finlandia), obliczyłem ich średni wzrost PKB i następnie użyłem go do obliczenia hipotetycznego polskiego PKB. Dane Litwy i Czech są rzeczywiste. Jak widać, owa socjalna "Polska skandynawska" byłaby dwa razy biedniejsza od tej rzeczywistej, która faktycznie funkcjonowała przez ostatnie 35 lat. I pewnie długo nie utrzymałaby niepodległości.