Śmieciowe inwestycje
Gospodarka

Śmieciowe inwestycje

· 4 minuty czytania

Zastanawia mnie czemu nikogo nie zastanawia to, dlaczego region przyciąga śmieciowe (dosłownie i w przenośni) inwestycje.

Fatalna sytuacja. Na całym świecie wszyscy szukają sposobu oddalenia od siebie wysypisk śmieci, niebezpiecznych odpadów, a przede wszystkim centrów danych, które drenują środowisko, niszczą przestrzeń życiową, podnoszą ceny energii elektrycznej.

Dosłownie wszędzie, gdzie w rozwiniętym świecie powstają duże centra danych, tam wybuchają protesty. Protestują ekolodzy, protestują mieszkańcy, ale coraz częściej protestują również odbiorcy prądu - indywidualne gospodarstwa domowe, które muszą oferować wyższe ceny prądu aby konkurować z centrami danych, aby w ogóle prąd mieć.

Oczywiście takie inwestycje w Polsce znalazły swoją przystań, jak wiele innych śmieciowych inwestycji i niebezpiecznych rzeczy, które sprowadzano do Polski pod płaszczykiem wielkich liczb wielkich inwestycji, które długofalowo pozostawiły jedynie zniszczenia. Zachodniopomorskie po wszystkich inwestycjach w cyfryzację i innowacje postanowiło odpuścić starania i sprowadzić do nas cyfrowy śmietnik inwestycji?

fatalna-inwestycja

Ludzie na ogół nie lubią mieszkać obok centrów danych, a protesty przeciwko nowym inwestycjom stały się w krajach zachodnich powszechne — zwłaszcza od boomu budowlanego związanego z AI w latach 2024–2026.

To nie jest marginalny problem typu „nie na moim podwórku”. Duże większości w amerykańskich sondażach mówią, że sprzeciwiłyby się takiej inwestycji w swojej okolicy, a zorganizowane lokalne kampanie rozprzestrzeniły się po USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii, Francji, Niemczech, Belgii, Austrii i Australii.

Co naprawdę mówi opinia publiczna

Najwyraźniejsze liczby pochodzą z USA, gdzie rozbudowa jest największa:

  • Sondaż Gallupa z marca 2026 r. pokazał, że 71% Amerykanów sprzeciwia się centrum danych AI w swojej okolicy, w tym 48% zdecydowanie. Tylko około jedna czwarta popiera taką inwestycję w pobliżu. Lokalnie centra danych wypadły gorzej niż elektrownie jądrowe (53% sprzeciwu).
  • Sprzeciw jest dwupartyjny: około 75% Demokratów i 63% Republikanów.
  • Inne sondaże z 2026 r. dają sprzeciw w przedziale 57–75%; w jednym tylko 14% osób czuło się komfortowo z myślą o mieszkaniu obok takiego obiektu.

Osoby, które już mieszkają przy skupiskach centrów danych (klasyczny przykład to północna Wirginia), często opisują stały elektryczny szum systemów chłodzenia, zapach oleju napędowego z generatorów awaryjnych i przemysłowe oświetlenie. Część zostaje, bo to ich dom; inni mówią, że nie kupiliby tam ponownie.

Badania wartości nieruchomości są na razie mieszane: kilka analiz nie znajduje wyraźnego, systematycznego spadku cen domów w pobliżu, zwłaszcza na napiętych rynkach. Mieszkańcy i część agentów nieruchomości zgłaszają jednak wahania kupujących, a bardzo bliskie sąsiedztwo (kilkaset stóp) częściej bywa problemem niż obiekt oddalony o milę.

Protesty są dziś powszechne, a nie rzadkie

Stany Zjednoczone. Liczba grup opozycyjnych wzrosła z kilkuset do 833 w 49 stanach. Skoordynowany ogólnokrajowy dzień protestu w lipcu 2026 r. przyniósł 142 wydarzenia w 42 stanach. Organizacje monitorujące szacują, że lokalny opór opóźnił, wstrzymał lub anulował projekty warte ponad 130–170 mld dolarów. Setki miast i hrabstw wprowadziły moratoria. Dzielnice robotnicze sprzeciwiają się kilka razy częściej niż najbogatsze.

Kanada. Skoordynowane protesty w kilkunastu miastach przeciwko centrom danych AI — z powodu wody, energii i jakości życia.

Wielka Brytania. Kampanie na Brick Lane (wschodni Londyn), w Slough (najgęstsze skupisko w Europie), Norwich, Edynburgu, Devon oraz w częściach Buckinghamshire i Berkshire. Często pojawia się żądanie pauzy lub moratorium.

Irlandia. Wieloletni aktywizm. Centra danych zużywają już około 22% krajowej energii elektrycznej (wobec ok. 5% dekadę wcześniej). Ograniczono przyłącza do sieci w rejonie Dublina; spory sądowe i planistyczne ciągną się latami.

Holandia. Projekt hyperscale Meta w Zeewolde został porzucony po lokalnym i ogólnokrajowym oporze; kraj później ograniczył wielkie obiekty do wyznaczonych lokalizacji. Protesty były też w Amsterdamie.

Francja, Niemcy, Belgia, Austria. Lokalne walki o tereny w Le Bourget, Marsylii, rejonie Frankfurtu, obiekt Google w Walonii oraz kampus Google w Austrii. Powstały już przewodniki dla europejskich społeczności, które chcą zatrzymać lub obwarować warunki takich inwestycji.

Australia. Kampanie społeczne i Greenpeace przeciwko energochłonnym obiektom, m.in. w zachodnim Sydney.

Nie każdy projekt zostaje zablokowany. Wiele nadal powstaje w strefach przemysłowych lub na terenach wiejskich, gdzie lokalne władze liczą na wpływy podatkowe. Ale gdy duży obiekt planuje się przy domach, na ziemi rolnej lub przy obciążonej sieci, zorganizowany sprzeciw jest dziś raczej regułą niż wyjątkiem.

Dlaczego ludzie protestują

Powtarzające się lokalne zarzuty są praktyczne, a nie tylko abstrakcyjnie „antytechnologiczne”:

  • Rachunki za prąd i obciążenie sieci. Jeden obiekt hyperscale może zużywać tyle energii co małe miasto. Mieszkańcy obawiają się (a na części rynków już to widzą) wyższych stawek, gdy spółki energetyczne budują moce i linie przesyłowe pod kilku wielkich odbiorców.
  • Woda. Chłodzenie wyparne potrafi zużywać miliony galonów dziennie. Jest to szczególnie sporne na obszarach zagrożonych suszą.
  • Hałas. Wentylatory chłodzące i generatory dają niski, ciągły szum. Często jest legalnie „cichy” (mniej więcej 40–60 dB przy ogrodzeniu), ale nie ustaje; część sąsiadów porównuje to do życia obok maszyn.
  • Mało trwałych miejsc pracy i hojne ulgi podatkowe. Budowa jest tymczasowa; po uruchomieniu ogromny kampus może zatrudniać tylko kilkadziesiąt osób. Społeczności często czują, że dopłacają do inwestycji i niewiele z niej mają.
  • Teren, wygląd i tryb decyzji. Budynki wielkości magazynów na ziemi rolnej albo obok osiedli; późne powiadomienie; planowanie odczuwane jako narzucone.
  • Jakość powietrza z dieslowskich generatorów awaryjnych.

Szersza nieufność wobec AI i Big Tech to wzmacnia, ale trzon większości sąsiedzkich kampanii to woda, prąd, hałas i pytanie: „kto za to płaci”.


Ludzie zwykle nie chcą mieszkać obok centrum danych. W krajach zachodnich stało się powszechne — i coraz częściej skuteczne — protestowanie przeciwko nowym obiektom w sąsiedztwie. Zjawisko jest najsilniejsze w USA, ale te same argumenty i taktyki widać już w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i dużej części Europy Zachodniej.

To nie znaczy, że centra danych w ogóle nie powstają albo że każdy obecny sąsiad jest nieszczęśliwy. Znaczy natomiast, że założenie „postawimy to przy domach i ludzie się przyzwyczają” nie jest już bezpieczne.