To nie jest tak że bogaci się bogacą, a biedni biednieją. To jest raczej tak że w skutek interwencji rządów bogaci się bogacą kiedy biedni biednieją.
Gdyby rządy nie wysyłały straży pożarnej do zalania problemu niedostatku pieniędzmi, bogaci nie bogaciliby się automatycznie na giełdzie papierów i nieruchomościach. Świat zna ograniczoną liczbę nieruchomości i papierów wartościowych, a także wielu innych rzeczy które drożeją w wyniku interwencji rządów kierowanych na pomoc najbiedniejszym, a to z kolei napędza inflację, która uderza we wszystkich w równym stopniu, ale z różnym efektem. W efekcie wzrostu zamożności, bogaci znacznie mniej odczuwają inflację, jeśli rosną koszty, a gdy jednocześnie rośnie wartość ich posiadania. Mniej zamożni w wyniku inflacji odczuwają jedynie rosnące koszty, ponieważ nie mają znacznej wartości posiadania.
Jakie to ma znaczenie? Rządy mają coraz więcej powodów oraz coraz więcej celów, w które celują różne programy pomocowe, które najczęściej wymagają pompowania pieniędzy na takie lub inne cele. Młodzi, oraz starsi powoli w kolejnych dekadach odczuwają negatywne efekty tych poczynań, przez co powoli rośnie sentyment do czasów, które minęły. Ludzie tęsknią za światem który był prostszy, tańszy, a zatem mniej agresywny i bardziej przewidywalny. W szczególności ludzie, którzy czują że mają najmniejszą kontrolę nad własnym losem, w tym najmłodsi i najstarsi wyborcy, którzy w efekcie głosują nostalgicznie za tym co było - oddając głosy na partie konserwatywne obiecujące przywrócenie dawnego porządku tego lub tamtego.
https://www.youtube.com/watch?v=unMXvnY2FNM
Ekonomia zdrowego rozsądku nie istnieje, a pieniądz staje się całkowicie pustą figurą znajdującą się w rękach coraz bardziej demokratycznych rządów, które realizują nostalgiczne potrzeby konserwatywnej części elektoratu (lub okazjonalnie finansując jakieś progresywne programy). Wartość pieniądza nie ma żadnego znaczenia, albowiem pieniądze nie mają żadnego odniesienia do tego co reprezentują.