instagram

PR Ds 2078/17

Niewiele osób wie, ale dopiero w 2020 r. zakończyło się postępowanie PR Ds 2078 17, w którym prokurator Monika Cruz rozszerzyła zarzuty względem wcześniejszego postępowania 2 Ds 359/14 – zakończonego wcześniejszą porażką prokuratury. W tym postępowaniu porażkę poniosła nie tylko prokuratura, ale skompromitowano instytucje ZARR oraz PARP – popierające zmyślone zarzuty i występujące w tym postępowaniu jako oskarżyciele posiłkowi.

Tym razem w przygotowanie postępowania zaangażowano nie tylko prokuraturę rejonową, ale również przekazano akta sprawy do prokuratury okręgowej w Szczecinie, a ostatecznie i prokuratury regionalnej w Szczecinie, co dla wtajemniczonych wskazuje na stopień zaangażowania śledczych w (jak mi wyjaśniono) “honorowe postępowanie” oraz warunki formalne jakie muszą być spełnione aby sprawa zaszła tak wysoko. Trzy szczeble prokuratury nie dały rady postawić takiego oskarżenia, którego same nie wstydziły by się zabrać do sądu i w związku z tym w swoistym akcie desperacji poprosiły jednak o pomoc Komisję Europejską w celu zgromadzenia “jakichkolwiek dowodów” (patrz. pismo Mirosława Jezierskiego – w aktach sprawy) mających znaczenie dla przedstawienia zarzutów – według zasady “Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie“. .

Ostatecznie prokuratura regionalna najwyraźniej przekazała sprawę tej jednostce, która zadeklarowała gotowość samobójczej misji wykreowania mafii programistów oraz wytworzenia iluzji ich przestępstw na przekór logice. Tym samym (znowu) prokurator z Gryfina otrzymała akta sprawy z prokuratury regionalnej i przedstawiła akt oskarżenia wszystkim tym osobom, które wcześniej odmówiły prokuraturze rejonowej i okręgowej współpracy w zakresie znalezienia dowodów na jakieś zarzuty, które prokuratura musiała postawić. W szczególności dzisiaj wiadomo, że taką propozycję przedstawiono Magdzie, która jeszcze w trakcie pierwszego przesłuchania otrzymała propozycję dot. pomocy w formułowaniu “jakichkolwiek zarzutów” przeciwko mnie w zamian za co prokurator miał “nie mieszać ją w sprawę”. Magda ostatecznie na tą współpracę nie poszła, co odnotowano w aktach w postaci późniejszego sprostowania jej pierwszych zeznań. Zgodnie z ostatecznie przedstawionym aktem oskarżenia, prokuratura “poszła na całość” zarzucając nam iż nigdy nie zrealizowaliśmy projektu objętego dofinansowaniem środkami publicznymi, a jedynie go zamarkowaliśmy. Po wielu spotkaniach z prokuratorami i pracownikami PARP, ostateczna opinia OLAF (występującym w imieniu Komisji Europejskiej) tak duży projekt nigdy nie mógł powstać w tak małej firmie, która według śledczych nie miała kompetencji, ani nawet możliwości aby podejmować się realizacji tak dużego projektu, a co dopiero go zrealizować… A jednak…

W toku postępowania prokuratura ustaliła setek “ciekawostek” (tj. popełniła wiele “bareizmów”) na które natykamy się w co drugiej stronie akt sprawy i gdyby był tylko na to czas, to można by się nad tym pastwić publicznie jeszcze przez długie lata. Co ciekawe jednak, to nie prokuratura wydaje się być prowodyrem całego zamieszania, a jedynie narzędziem w rękach ludzi osadzonych jakby nie w tej epoce. Akta sprawy wykazują, iż działania prokuratury były jedynie następstwem wezwania PARP do weryfikacji poprawności cennika usługi TaskBeat, z którym PARP się nie zgadzał. W ujawnionej w aktach notatce służbowej PARP wzywał do weryfikacji podwyżek cen za dostęp do usługi poprzez “ustalenie zgodności cennika z prawem krajowym i europejskim” (pismo PARP w aktach sprawy). W tych wezwaniach to PARP wskazywała zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa uzasadniające włączenie do postępowania Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), a także wolnej zagrożenie dla konkurencji uzasadniające postępowanie European Anti-Fraud Office (OLAF). Na pisemne wezwanie PARP odmówił ujawnienia korespondencji z CBA, ABW i OLAF, ale dysponujemy jedynie notatką służbową pracownika PARP polecającego wszczęcie kontroli celem znalezienia (jakichkolwiek) nieprawidłowości w cenniku usługi względem prawa krajowego i europejskiego, która poprzedzała bezpośrednio postępowania wszystkich wymienionych służb…

Przy tak dużym zaangażowaniu wyższych szczebli prokuratury, ostatecznie przekazano ją prokuraturze rejonowej … w Gryfinie (Zachodniopomorskie). Dopiero w tym roku Sąd Okręgowy w Szczecinie (w tym przypadku jako sąd pierwszej instancji) uniewinnił wszystkich oskarżonych od wszystkich zarzutów – wskazując iż stworzony przez nas system nie tylko faktycznie powstał, ale według materiału dowodowego został zbudowany przez spółkę beneficjenta oraz jej podwykonawców. Sąd odrzucił również wszystkie poboczne i pozostałe zarzuty. Nikt nie kwestionował że w całym okresie trwania postępowania serwis nadal działał, a usługa była aktywnie sprzedawana – do czego potrzeba było o dziwo biegłych, których opinii odmówiła sobie prokuratura na etapie postępowania przygotowawczego. Sąd oddalił różne inne poboczne zarzuty prokuratury, w szczególności “działania wspólnie i w porozumieniu” (“w ramach zmowy” – cytując raport OLAF) – celem naruszenia zasad wolnej konkurencji i zakłócenia procesów wolnego rynku. Wskazując iż nie było żadnej zmowy celem przestępczego zawłaszczenia rynku dla jednego dostawcy, choć faktycznie inne powody decydują że jeden dostawca może być jedynym oferentem. Do tego postępowania na zasadach oskarżyciela posiłkowego ochoczo przystąpiły również ZARR oraz PARP w roli oskarżycieli posiłkowych, co oznacza że wyrok sądu zaprzecza wersji wydarzeń, jakie fałszywie instytucje te reprezentowały przed sądem – naruszając zresztą dobra osobiste wszystkich niesłusznie oskarżonych.

Całość postępowania oparto na sprytnym spreparowaniu dowodów pochodzących z luźno powiązanych wiadomości e-mail sięgających nawet pięć lat wstecz (które musieliśmy wyjaśniać nawet dziesięć lat po ich powstaniu), a także jakże “koronnym” (aczkolwiek dość specyficznym) dowodzie polegającym na ustaleniu że “projektu nigdy nie zrealizowano, ponieważ brak dowodów iż było inaczej” (to cytat z podsumowania dowodów prokuratury). Faktycznie jednak wszystkie tego typu “dowody” prokuratury brały się z jednej podstawowej pomyłki, a właściwie błędu – jaki prokuratura popełniła we wcześniejszym postępowaniu (patrz. 2 DS 359 14) toczonego wcześniej przeciwko spółce, które zakończyło się zresztą kompromitacją prokuratury. Poprzez same przedstawienie zarzutów w tamtym postępowaniu prokuratorzy doprowadzili do upadłości spółkę, która zobowiązana była w tej sytuacji zgłosić wniosek o upadłość. Konkretnie z racji zarzutów, ustąpić musiał zarząd spółki, a ze współpracy z zarządem zrezygnować w efekcie pozostali pracownicy, co szczegółowo potwierdził każdy z pracowników w zeznaniach przed sądem. Spółka bez zarządu nie może funkcjonować, a bez pracowników traci szanse rynkowe świadczenia usług. Zarzuty w tamtym postępowaniu przedstawiono mi jako jedynemu członkowi zarządu spółki – wraz ze sporządzeniem ich pisemnego uzasadnienia, jednak postępowanie od razu po tym zawieszono na lata, a aktu oskarżenia nigdy nie przesłano do sądu… bo wstyd.

Niemniej jednak w tamtym postępowaniu konsekwencje postawienia zarzutów karnych jedynemu członkowi zarządu określał regulamin spółki, a w sytuacji gdy zarząd był jedno-osobowy tą konieczną konsekwencją była upadłość spółki. Efektem samego postawienia zarzutów spółka musiała zgłosić wniosek o ogłoszenie upadłości likwidacyjnej, bo zgodnie z regulaminem spółki nie było innej możliwości. Nawet w sytuacji gdy jedyny członek zawiesił swoją funkcję, to wszyscy pozostali pracownicy z miejsca wymówili pracę, o czym później szczegółowo później zeznawali. W tej sytuacji prokuratorzy, pracownicy CBA, ABW, OLAF nie mieli już jak zabezpieczać dowodów rzekomych przestępstw, ponieważ nie było nikogo kto dysponował by w tej sytuacji dokumentacją projektową, serwerami czy oprogramowaniem, które można by w ogóle jakkolwiek zabezpieczać czy analizować, a skoro postępowanie już wszczęto – to trzeba było je oprzeć na domysłach. Prokuratura sama pozbawiła się tym samym dowodów, ponieważ w ramach umowy dotychczasowego zarządu spółki z tymczasowym nadzorcą sądowym – nawet syndyk nie dysponowała tymi dowodami, ponieważ fizycznie na tym etapie nie mieściły się w biurze syndyka. Wszystkie zarzuty jakie można było w tej sytuacji zgromadzić prokuratorzy zbierali zatem w desperacji z porozsypywanych e-maili, wyciągów i innych wiadomości – analizując wszystko do pięciu lat wstecz, a które to w części dotyczyły zresztą zupełnie innych projektów, jakie te same osoby w tym samym czasie realizowały w wyniku innych umów o dofinansowanie… nota bene sfinansowanych ze środków PARP.

Co kompletnie bulwersujące prokuratorzy musieli przedstawić w niektórych przypadkach wręcz “uszyte” na rympał dowody, tj. takie które powstały poprzez dopisanie do prawdziwych e-maili treści jakie w ogóle nigdy nie występowały w oryginale. Jak wykazano we wnioskach dowodowych – do treści faktycznie wymienionych e-maili zmyślone twierdzenia i nawet zmyślone nazwiska, które to w treści tych e-maili nigdy nie występowały, a które zostały po prostu wstawione w dowody, choć nigdy ich tam nie było. Czyniono to tylko po to aby spreparować dowody rzekomego przestępstwa, a faktycznie “uszyć” teorię spiskową (materiał dowodowy prokuratury używa słowa “spisek”) wskazującą na to, że mamy do czynienia z jakąś mafią programistów… Dowody które przedstawiła prokuratura opierały się na wiadomościach zawierających słowa, które nigdy nie padły w faktycznych e-mailach, a także nazwiska które nigdy w nich nie występowały. Tylko “sprytnie” zestawienie wiadomości z komunikacji z różnych projektów tworzyły jednak obraz spisku, którego przecież nigdy nie było. Wnioski dowodowe zawarte w aktach sprawy dokładnie wskazują miejsca, w których do treści wiadomości dopisano swobodnie co było wygodne – preparując tym samym dowody przestępstwa, jakie nigdy nie miało miejsca. Niezależnie od tego sąd najwyraźniej zorientował się co prokuratura usiłowała… Spreparowane dowody rzekomych ustaleń zresztą kompletnie nie odpowiadały faktycznemu przebiegowi zdarzeń, jaki można było ustalić na podstawie innych niezbitych dowodów.

Obrona tak rozbudowanego aktu oskarżenia kosztowała jednak ogromne pieniądze i wręcz tysiące godzin czasu rozłożonych na wiele lat. Projekt na stałe angażował trzy kancelarie prawne oraz kilka kolejnych dobieranych do poszczególnych posiedzeń, a także wiele osób wcześniej zaangażowanych w projekt. Same postępowanie karne trwało w sumie znacznie dłużej niż realizacja projektu i wymagało znacznie dłuższej analizy każdego dnia realizacji projektu, aniżeli faktycznie on zajmował. Ogrom materiału dowodowego przekroczył w ten sposób dokumentację projektową i obejmował między innymi analizę dokumentów projektowych i historii kodu źródłowego, analizę każdej zmiany i każdej funkcjonalności systemu – co samo w sobie angażowało również ogrom pracy biegłych. Ostatecznie rozstrzygnąć należało czy system taki jak TaskBeat mógł stworzyć zespół taki, jaki udało się zaangażować do realizacji projektu, a w trakcie postępowania wskazywano iż zespół stanowili przecież najlepsi specjaliści w swoich dziedzinach. Prokuratura domagając się aż czterech lat więzienia od początku traktowała całe postępowanie jak sprawę przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej, o czym świadczy sposób traktowania podejrzanych, a ostatecznie wnioskowała o taki wymiar kary, o który wnioskuje się tylko w przypadku mafii. Jak ustaliła prokuratura, wszyscy oskarżeni to informatycy, więc mowa o takiej specyficznej mafii… mafii programistów.

W sprawie głównie jednak chodziło o to czy taka spółka jak nasza może zrealizować taki projekt oraz o to czy ma prawo decydować o jego losach i cenach. W sprawie chodziło o ustalenia tego czy prywatna spółka realizująca projekt ze środków publicznych ma prawo decydować o tym kto go realizuje, ile on kosztuje – tak po stronie kosztów jak i zysków. Sąd musiał wysłuchiwać wyjaśnień w zakresie praw prywatnej spółki do samostanowienia cen świadczonych usług w gospodarce wolnorynkowej, a także o dopuszczalności oddziaływania uczestników wolnego rynku na wolną konkurencję za pomocą postępowań patentowych i swobodnie kreowanej polityki cenowej. Wyjaśnienia tego rodzaju nie są pozbawione sensu, jeśli chodzi się po prokuraturach żeby usłyszeć: “jak z tobą skończymy, to z dupy nie będziesz mógł wyjąć swojej ustawy o swobodzie działalności gospodarczej”… Sąd najwyraźniej miał jednak inne zdanie i nie dopatrzył się jednak znamion żadnego z przestępstw w żadnym przypadku opisanym przez prokuraturę i zarzuconych któremukolwiek oskarżonemu. Prokuratura do ostatniego momentu podnosiła zarzut, na sam koniec podnosząc swoje oczekiwania – domagając się czterech lat więzienia dla każdego oskarżonego i niemal miliona złotych w ramach naprawienia rzekomych szkód.

Ciekawym wątkiem historii jest rola PARP w sprawie, albowiem PARP wcale nie stała z boku całego zamieszania, a okazuje się że była inicjatorem tak postępowania prokuratury jak i postępowania OLAF. Ostatecznie materiały ujawnione w trakcie postępowania wskazują iż to właśnie PARP była inicjatorem wszystkich pozostałych postępowań prowadzonych przez inne organy. PARP chwaląca się przecież “pożeraniem” ogromnych środków publicznych celem jakże słusznego wspierania polskiej przedsiębiorczości ostatecznie oficjalnie włączyła się do postępowania jako pełnoprawny oskarżyciel dopiero na etapie postępowania sądowego. Jednakże z racji przyjętej roli nie umniejsza to sprawstwa PARP w zakresie niesłusznego oskarżenia – także pod kątem potencjalnej odpowiedzialności odszkodowawczej. W zakresie opacznie rozumianej obrony polskiego interesu PARP nie odzyskała żadnych środków pieniężnych. Nie tylko PARP nie udało się odzyskać środków w ramach postępowania karnego, ale nie udało się również powstrzymać projektu przed wyjazdem z Polski, a także przed dalszymi podwyżkami cen usługi, które (nota bene) po dzień dzisiejszy finansuje PARP w ramach dofinansowania PARP innych obecnie trwających projektów, w których dostęp do usługi kupowany jest hurtowo i finansowany … z dotacji PARP.

Co ciekawe, postępowanie PARP okazało się zakrojone na znacznie szerszą skalę niż pewnie sam PARP się spodziewał. W ślad za TaskBeat z kraju wyjechało kilka innych projektów, o których pisałem powyżej, a także kilka innych. W sumie efektem postępowania z oskarżenia PARP z Rzeczpospolitej Polskiej do Królestwa Wielkiej Brytanii wyjechało kilka patentów uzyskanych na zrealizowane projekty i kilkanaście milionów złotych zainwestowane przez PARP w rozwój polskiej przedsiębiorczości. Suma podatków wynikających ze sprzedaży wszystkich projektów wyniosła kilka tysięcy złotych, dzięki temu że sprzedaż odbyła się w drodze zdyskontowanej likwidacji, a nie według faktycznej wyceny rynkowej. Gdyby bowiem spółki otrzymujące dotacje chciały sprzedać projekty inwestorowi z Wielkiej Brytanii na zasadach ogólnych, musiałyby zapłacić podatek od wartości rynkowej, a nie wartości zdyskontowanej, czyli w budżecie zostawić 18 procent od kilkunastu milionów złotych według wartości rynkowej, a nie kilka tysięcy złotych od wartości zdyskontowanej ustalonej w ramach sprzedaży przymusowej w postępowaniu likwidacyjnym. PARP rozwiązała umowę z ZARR zarzucając pracownikom ZARR niewłaściwe pozyskiwanie dokumentacji, a przy okazji pozbawiając wszystkich potencjalnych zainteresowanych przedsiębiorców w Zachodniopomorskiem jedynej Regionalnej Instytucji Finansującej, którą realizował ZARR. Komisja Europejska natomiast zażądała od PARP zwrotu wszystkich środków zainwestowanych przez Unię Europejską – konkretnie pochodzących z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (EFRR). Jeśli wyrok się utrzyma PARP po wszystkich stratach stanie dodatkowo przed pozwem o odszkodowanie pokrywające … konieczność naprawy szkód wynikających z konieczności odbudowy firmy i projektu.

Przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy co oznacza dla uczciwego przedsiębiorcy cztery zaparkowane radiowozy, trzy nakazy przeszukania, notatki służbowe dotyczące możliwości przesłuchiwania dzieci. Przeciętny człowiek stara się racjonalizować takie sytuacje, tłumaczyć sobie że “oni tylko wykonują swoją pracę”. Możliwości racjonalizowania sytuacji szybko pryskają kiedy człowiek słyszy na podsumowanie jakże kurtuazyjnej i formalnej czynności przesłuchania: “będziesz siedział skurwysynu”. Nikt kto nie znalazł się w podobnej sytuacji nie wie jak wyglądają rozmowy z agentami ABW, którzy przy różnych okazjach wpadają w najmniej oczekiwanych sytuacjach i roztaczają przed przedsiębiorcą możliwości jakie daje im prawo, podkreślając przy każdej okazji iż “Pan sobie nie zdaje sprawy z powagi sytuacji, bo my tu nie jesteśmy w pana sprawie tylko chodzi tu o najwyższy interes państwowy”. Nikt nie wie jak to jest jak to jest jak po latach tłumaczenia tego samego w trakcie przesłuchania wchodzą agenci CBA aby posadzić Panią prokurator w kącie i powiedzieć, “my tylko z kilkoma nieoficjalnymi pytaniami, a Pan tu nie przyszedł robić nam kłopotów, prawda?”. Co można sobie jedynie wyobrazić to lata pracy z wieloma kancelariami prawnymi, setki godzin spotkań, tysiące godzin analiz, ponad 25 tysięcy przebytych kilometrów, sterta wezwań pod groźbą “doprowadzenia siłą” i wypchane wózki przemysłowe do przewożenia akt sądowych.

Ja wiem jak to jest, teraz. Teraz mogę jedynie spokojnie potwierdzić, że takie postępowanie zmienia człowieka raz na zawsze i zmienia bardzo. W końcu każdy w takiej sytuacji jest sam, bo pewnie myśli o tym jak o wstydliwej chorobie, o czymś co się człowiekowi przytrafia, o czymś o czym wolałby nikomu nie mówić. Jeśli jest tam to wszyscy w około, którzy mają obowiązek lub przyjemność fabrykować takie zarzuty mówią Tobie że jesteś winny, to w pewnym momencie zaczynasz jedynie przygotowywać się na tą gorszą ewentualność. Zrozumiałem jak bardzo można wbić człowieka w poczucie winy dopiero kiedy moja była żona powiedziała że zrezygnowała z pozycji menedżerskiej w miejscu zatrudnienia, bo nie mogła najzwyczajniej żyć w przekonaniu, że potencjalnie mogłaby tak zawieść swój zespół i wartości jakie w nim budowała. Niewinny człowiek sam zaczyna powoli wierzyć że “coś jest tutaj na rzeczy”, coś na pewno musiał zrobić nie tak i zwyczajnie powątpiewa w samego siebie, aby ostatecznie nie mieć odwagi aby rzetelnie wykonywać nawet swoją pracę. Iluzja jaką człowiek siebie początkowo karmi myśląc: “to po prostu trzeba po kolei wyjaśnić” pryska w jednym momencie kiedy człowiek dowiaduje się, że policja szantażuje Twoją własną rodzinę – z kamienną twarzą oferując “Pani da nam coś konkretnie na tego człowieka, a nie będziemy Panią wciągać w tą sprawę”… Każdy kto przez lata wie że podobne propozycje otrzymywali wszyscy współpracownicy, a nawet niektórzy znajomi, przestaje ufać swojemu otoczeniu.

Długotrwałe postępowanie tego rodzaju nie tylko zmienia człowieka, ale zmienia jego styl życia, a także podejmowane życiowe wybory. W moim przypadku zaczęło się od ochrony najbliższych, w tym konieczności wyjazdu trzy tysiące kilometrów od miejsca gdzie mieszkałem, spotykałem się ze znajomymi, a także pracowałem. Nieuchronna konsekwencja to utrata pracy, a także firmy, ale były też takie podejmowane świadomie, jak rozstanie z partnerką dla jej własnego dobra… Wiedząc co oznacza adnotacja “zlecono czynności operacyjno-rozpoznawcze” w aktach sprawy, w których co któraś karta sygnowana jest logiem CBA, które prosi o bieżące “informacje o postępach sprawy” z uwagi na jej wysoki priorytet – każdy człowiek zupełnie inaczej podejmuje ważne wybory, inaczej zachowuje się wiedząc, że jego każdy telefon jest na podsłuchu, a być może śledzona jest również jego lokalizacja. Wiedząc że jakiekolwiek rozmowy ze współpracownikami na temat sprawy dają podstawę do podejrzeń o wspólne ustalanie zeznań, człowiek traci znajomych, bo podejrzenie ustalania zeznań zgodnie z ostrzeżeniem każdego adwokata to podstawa do aresztowania… Człowiek inaczej mieszka wiedząc że w każdej chwili mogą przyjść ponownie aby zabrać wszystko. Mimo domniemania niewinności wpis w aktach “zlecono zabezpieczenie mienia” oznacza po prostu odebranie majątku. Nikt kto nie przeszedł czegoś takiego nie będzie wiedział co to wszystko oznacza jeśli doświadczasz tego wszystkiego nagle, tylko po to żeby po latach po prostu odkryć, że nic nie zapowiada zmiany i teraz tak wygląda całe Twoje życie.

Postanowienie uniewinniające kończy wszystkie wątki, ale nie jest prawomocne. Prokuratura zapowiedziała odwołanie.


Na zdjęciu najbardziej poszukiwane przez prokuraturę serwery: serwer zawierający środowisko projektowe, środowisko programistyczne i środowisko testowe – zawierające historię budowy produktu oraz zadań projektowych.