Wiele osób zarabia poważne pieniądze robiąc jednocześnie zupełnie nic i wszystko jednocześnie. Jeśli kiedyś spróbować by eksperymentu, w którym firma nie organizuje żadnych spotkań danego tygodnia, okazałoby się że wiele osób nie pracuje, bo nie wiedziałoby nad czym, od czego zacząć, albo na czym polega ich praca.
Praca wielu osób polega na spotkaniach. Ja często żartuję, że w wielu firmach 99 procent pracy sprowadza się do komunikacji wewnętrznej, tj. pisania maili do innych pracowników, czytania maili od innych pracowników albo do spotkań organizowanych wewnątrz zespołów. Ludzie rzadko sprzeciwiają się postawieniu tak dużej figuratywnej wartości wskazywanej jako spędzanej na spotkaniach, ponieważ wiele osób intuicyjnie zgadza się że tak to właśnie wygląda. To absurdalnie wielka liczba, która oznaczałaby, że jeśli w jakieś grupie naprawdę spędza się 90%+ czasu na komunikacji wewnętrznej to pozostaje między 1% a 10% czasu na wykonywanie prawdziwej pracy, tj. robienie czegoś dla jakiegoś klienta.
Klienci. Dziwne że klienci się na to godzą, bo przecież muszą się na to godzić, jeśli za to płacą. Podejrzewam jednak że w większości przypadku nie mają pojęcia, albo najpewniej wyboru. Zespoły, które marnują ponad 90% czasu na spotkaniach, na których nikt z nikim się nie spotyka, ani nie wytwarza żadnej wartości, marnują ten czas ponieważ pracują w branżach, na rzecz podmiotów, które osiągnęły taką pozycję rynkową, która pozwala marnować 90% zasobów i nadal generować przychody wystarczające aby za to płacić.
Pomyślmy co to oznacza. Stawiając tą samą logikę od drugiej strony: klienci przepłacają 90% ceny, która idzie na finansowanie zmarnowanego czasu – najczęściej z powodu braku możliwości dokonania innego wyboru, tj. kupienia tej samej usługi lub produktu za 1/10 prawdziwego kosztu produkcji, po odjęciu zasobów które mogły nie być zmarnowane.