Bez kategorii

Szkoda programistów

· 2 minuty czytania

W jednym banku programista rozwalił tysiącom klientów biznesowych z najwyższej półki dostęp do historii rachunków biznesowych, ale tłumaczył się że ominął cały proces jakości i tak był zadowolony że następnego dnia postanowił zapisać się na lekcje gry na gitarze zamiast pracy.

W drugim banku programista w ogóle przestał przychodzić do pracy, tłumacząc się po tygodniu że codziennie wypada jemu basen w czasie pracy, a dokładnie na basen chodzi trzy razy dziennie. Co gorsza, okazało się że pewnie nie kłamie, tylko na tym basenie pracuje.

W trzecim banku programista zatrudnił drugiego, chociaż ten drugi nigdy nie pracował z podobnymi technologiami, ale powiedział o tym dopiero po miesiącu, jak przyszło jemu bronić tego że nie zrobił absolutnie nic w ciągu całego miesiąca, o czym powiedzieć zwyczajnie zapomniał, bo nie wydawało mu się to zbyt produktywne.

Wieczorem okazuje się że w jeszcze innym banku nie można zrobić żadnego przelewu bo programista uznał, że kwota przelewu zaczynająca się od spacji jest nieprawidłową wartością, co trudno dostrzec po tym jak pięknie to spier*** zaprojektowali w interfejsie że nie da się tego nawet usprawiedliwiać logicznie, ani wizualnie, bo każda wartość wyświetlana na ekranie miała solidny odstęp od krawędzi i trzeba samemu być programistą żeby wiedzieć co może być przyczyną błędu.

Tak wygląda sytuacja z jednego tygodnia podsumowującego spotkanie z kolegami. Te historie absolutnie nie reprezentują całego pasma dobrej roboty bardzo wielu ludzi w tym czasie. Nie wiem jednak czy wszystkich programistów powinno nam być tak bardzo szkoda, skoro model językowy stawia się do pracy codziennie, realizuje prace rozumiejąc czasami lepiej to jak ludzie z nich korzystają niż ludzie, którzy wydawało się powinni zawsze rozumieć lepiej.

Tłumaczę różnym ludziom, że jeżeli chcą utrzymać swoje miejsca przez dłuższy czas, to muszą być bardziej ludzcy i bardziej ludźmi tam, gdzie sztuczna inteligencja nie będzie mogła być lepszym człowiekiem od nich samych. Jeżeli jednak na siłę będziemy upierać się, żeby zamiast tego pokazywać nasze ludzkie słabości, to nasze miejsce nie jest już takie pewne w całej tej hierarchii.

Teraz trochę takiego dziadkowania: w moich czasach to byłoby nie do pomyślenia. Gdyby programista zaczął tłumaczyć się nieobecnością jakimiś lekcjami na gitarze, albo chodzeniem na basen to ktoś obok zapytałby: “gdzie jest alkomat?” albo “co ty stary pierdo****?”. Dzisiaj jednak całkowicie na poważnie, i wydaje mi się prawie na pewno na trzeźwo, ci ludzie naprawdę opowiadają pełnymi zdaniami – jakby całkowicie na poważnie.